poniedziałek, 24 listopada 2014

Luke

Siedziałam na małej, drewnianej ławce w pobliskim parku. Nie było wiele ludzi w końcu to jesień. Nie wiem dlaczego większość nie lubi tej pory roku. Ja kocham wychodzić na dwór, czuć świeże, chłodne powietrze na twarzy, które sprawia ,że moje wcześniej rozczesane włosy ponownie potrzebują szczotki. Kocham słuchać muzyki i patrzeć jak różnokolorowe liście tańczą tak jak im wiatr zagra. Na drzewach też jeszcze parę jest. To wszystko tak pięknie wygląda gdy patrzę przed siebie i widzę tunel z czerwono-pomarańczowych koron drzew. Zamykam oczy i jestem w innym świecie. Tak też było teraz. Nikt się mną nie interesował. Byłam sama na świecie. I tego mi było trzeba. Spokoju i samotności. Chciałam uciec od problemów jak najdalej. Od tłoku i hałasu. Wiem ,że do parku przychodzi wiele ludzi, ale to było moje miejsce. Ta jedna mała ławeczka na której było wyryte moje imię. Cisze i spokój przerwał mi telefon. Westchnęłam i zobaczyłam kto dzwoni. Gdy zobaczyłam twoje zdjęcie na małym ekraniku cała złość mi przeszła. Byłeś a raczej jesteś jedyną osobą , której mogę zaufać. Odebrała telefon mówiąc krótkie "halo". 
-Hej mała co robisz?-twój głos w słuchawce dział lepiej niż nie jedna piękna piosenka na mojej playliście. Mimowolnie się uśmiechnęłam. 
-No a gdzie mogę być w piątkowe popołudnie? hmm?-zadałam pytanie retoryczne jednak czekałam na odpowiedź. 
-Zaraz będę. Ta sama ławka?-chciałam ciszy i spokoju ,ale nie mogłam powiedzieć ,że masz siedzieć w domu. Kocham spędzać z tobą czas. Odpowiedziałam, że tak ,ale zaraz będę szła na plac, tam też się z tobą umówiłam. Znałam ten park na pamięć. Wiedziałam ,że czwarte drzewo od lewej jak się patrzy stojąc w bramie wejściowej, ma dziurę. Wiedziałam też, że ostatnia ławka jest zepsuta i gdy tylko ktoś na nią usiądzie ona się załamie. Znałam każde drzewo i każde słowo napisane na ławkach, które były od siebie oddalone od siebie o równo 100 moich tiptopków. Kochałam to miejsce ,ale szczególnie stary plac zabaw a właściwie tylko huśtawki i malutką zjeżdżalnie. Usidłam na mojej ulubionej huśtawce i zaczęłam się kołysać czekając na ciebie. Po około 15 min zaczęłam się martwić gdyż na plac potrafiłeś przybiec w ciągu 5 nim czasem zajmowało ci to nawet mniej. Zatrzymałam się z myślą ,że zacznę cię szukać jednak poczułam jakieś ręce , które zakryły mi widoczność. Wzdrygnęłam się lekko, ale szybko uspokoiłeś mnie zadając pytanie: Zgadnij kto to? Uśmiechnęłam się szeroko i prawie krzyknęłam z radości twoje imię. Odkryłeś mi oczy a po chwili zobaczyłam twoje niebieskie oczy tuż przy swojej twarzy. Coś powiedziałeś ,ale szczerze to miałam to gdzieś. Starałam się opanować by tylko cię nie pocałować. Jesteś moim przyjacielem i znamy się od dziecka ,ale od pewnego czasu czyli jakoś tak od roku zaczęłam coś do ciebie czuć. Gdy tylko cię widzę z trudem łapie powietrze i powstrzymuje się by nie wypalić czegoś głupiego. -Szarlotko moja kochana- opamiętałam się słysząc twój głos. -Potrzebuje twojej pomocy. -uśmiech nie schodził mi z twarzy. 
-Dla ciebie wszystko. -odpowiedziałam szczerze. Nawet nie wiesz ile to wtedy znaczyło. Widziałam twój stres. Nie znałam cię od wczoraj. -Co się stało? -chyba byłam za bardzo zatroskana ,ale teraz miałam to gdzieś. 
-Zakochałem się!-Dwa słowa złamały moje serce na milion drobnych kawałeczków. Łzy zaczęły mi się zbierać, ale przymknęłam na chwile oczy i się ogarnęłam. 
-Kim jest ta szczęściara-głos mi się załamał ,ale udałam ,że jestem chora i nic nie zauważyłeś. Usiadłeś na huśtawce obok i zacząłem opowiadać. Widziałam iskierki w twoich oczach gdy wymawiałeś jej imię. I mówiłeś jaka ona jest . Byłeś taki szczęśliwy, a jak się kogoś kocha to tylko tego się chce dla drugiej osoby, szczęścia, nieprawdaż? Zebrałam się i wstałam. -To dla tak wyjątkowej dziewczyny musisz wyjątkowo wyglądać. Idziemy ci coś wybrać-twoje szczęście w tym momencie było nie do opisania. Zacząłeś skakać i mówić ,że mnie kochasz i jestem najlepszą...przyjaciółką na świecie. Uśmiechnęłam się widząc twoją reakcję. –To rusz dupę kochasiu-powiedziałam idąc szybko w stronę bramy wyjściowej. Starałam się nie rozpłakać i nie uciec. Nagle stanęłam ,żeby się ogarnąć. Wpadłeś na mnie.
-Hej co jest?-pomachałeś mi ręką przed oczami. Szybko się ogarnęłam. Pokręciłam głową.
-Myślałam ,że tu leży zdechła mysz, ale to tylko liść-powiedziałam z rozbawieniem, żebyś nic nie podejrzewał. Oczywiście się udało. Zacząłeś się ze mnie śmiać. Dołączyłam do ciebie. Ruszyliśmy dalej. Ten uśmiech nigdy nie był i nie będzie mój , ale zawsze poprawiał mi humor. Kochałam twoje niebieskie oczy. One również wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Dotarliśmy do twojego domu zdumiewająco szybko. Przywitałam się z twoją mamą ,dla której byłam jak rodzina. Odmówiliśmy jedzenia i szybko zamknęliśmy się w twoim pokoju. Dopiero tu stres wziął górę nad tobą. Już po paru minutach cała zawartość twojej szafy wylądowała na środku twojego łóżka. Przewróciłam oczami i zaczęłam przeglądać twoje ubrania. Połowa poleciała na kupkę ubrań do ubrania a druga do wywalenia, ale nic się nie nadawało na wyjątkową okazję jaką była randka z tą dziewczyną.
-Może do sklepu. Coś kupić? Nie no po co? Jej się nie spodoba. To musi być coś woow a nic nie mam-usiadłeś zrezygnowany na łóżku. Usiadłam koło ciebie starając się nie rozpłakać.
-Luke spójrz na mnie!-powiedziałam stanowczo. Natychmiast podniosłeś głowę. –Wiem ,że ją kochasz, ale jeśli ona ciebie też to nie ważne w czym przyjdziesz. Mógłbyś przyjść w rozciągniętych dresach i brudnej koszulce i będziesz jej się podobał. –powiedziałam prawdę . Przynajmniej dla mnie twój ubiór nie miał znaczenia. Byłeś idealny w każdym calu.
-Wiem ,ale to musi być wyjątkowe. Chce wyglądać dobrze, elegancko.-powiedziałeś lekko się uspokajając. Odetchnęłam . –Wstawaj jedziemy po garniak-powiedziałam z uśmiechem. Patrzyłeś ze zdziwieniem. –Uwierz mi. Nic tak nie zbajeruje dziewczyny jak seksowny garnitur. –powiedziałam uspokajając cię. Przyznałeś mi racje , wziąłeś portfel , telefon i wyszliśmy. Wybieranie z tobą odpowiedniego zestawu było najzabawniejszą chwilą mojego życia. Pozowałeś jak model, robiłeś miny ,a ja udawałam ,że robię zdjęcia. I w końcu wyszedłeś z przymierzalni w stroju, który sprawił ,że całe powietrze ze sklepu nagle uleciało. Zamrugałam . –To jest to-powiedziałam cicho ,ale tak byś usłyszał. Poprawiłeś czarną marynarkę. Uśmiechnęłam się. Po 15 minutowym oglądaniu się w lustrze stwierdziłeś ,że kupisz ten garnitur.  Gdy wychodziliśmy ze sklepu nie mogłam się napatrzeć na twój uśmiech. Byłeś zdenerwowany, podekscytowany i… zakochany. Spędziłam z tobą cały dzień. Ciągle gadałeś o tej dziewczynie a ja słuchałam cię z przyklejonym uśmiechem na ustach. W końcu nadszedł wieczór a ty kończyłeś się przebierać.
-Jak się zakłada ten shit-próbowałeś zawiązać krawat. Ja przyglądałam się temu z rozbawieniem. –Dobra idę jeszcze ogarnąć włosy na końcu sobie z tym poradzę-wyszedłeś wkurzony z pokoju. Znałam twój pokój na pamięć. Parę razu tu spałam. I codziennie spędzałam w nim czas. Obok łóżka stała gitara. Chciałam coś zagrać ,ale wyszedłeś z łazienki. Postawione blond włosy, świecące niebieskie oczy, biała koszula ze stojącym kołnierzykiem do tego czarna marynarka i pasujące do całości spodnie. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Nie musiałeś nic mówić ,żebym wiedziała czego chcesz. Podeszłam do ciebie i zawiązałam ci krawat.
-Wyglądasz zajebiście-powiedziałam prosto w twoje oczy. Uśmiechnąłeś się i wtedy całe emocje , które przez cały dzień trzymałam w sobie i kontrola nagle mnie opuściły. Łzy spłynęły po moim policzku. Nie umiałam się powstrzymać. Pocałowałam cię. Byłeś zdziwiony ,ale nie protestowałeś. Gdy kontrola wróciła szybko się od ciebie oderwałam . –Przepraszam-szepnęłam i wybiegłam z twojego domu. Biegłam przed siebie. Miałam cichą nadzieję ,że mnie dogonisz. Złapiesz za rękę , obrócisz i pocałujesz a potem wyznasz miłość, ale życie to nie bajka. Przekonałam się o tym bardzo szybko. Już następnego dnia się nie odezwałeś. Następnego tez nie. Tak mijało kilka tygodni. W moje urodziny wszystko mi się przypomniało. WSZYSTKO! Od samego początku naszej znajomości aż do końca. Nie wytrzymałam. Wykorzystałam nieobecność rodziców i zrobiłam to co już dawno powinnam. Nabazgrałam list pożegnalny. Potem wzięłam żyletkę , która od jakiegoś czasu była moją najlepszą przyjaciółką. Jedno cięcie przesądziło o wszystkim. Miałam tylko sekundę zwątpienia, ale szybko zniknęła gdy zobaczyłam nasze wspólne zdjęcie. Pociągnęłam raz a porządnie. Patrzyłam jak krew płynie po mojej ręce a potem po podłodze. Czułam się wolna od miłości do ciebie i innych pomniejszych problemów. Ostatni raz rzuciłam okiem na nasze zdjęcie .- Kocham cię Luke zawsze cię kochałam. –wyszeptałam ostatni raz a potem zasnęłam.

Obudziłam się. Stałam przed własnym grobem. Byłam martwa i cieszyłam się. Zaczęłam się rozglądać po cmentarzu i nagle cię zobaczyłam. Płakałeś. Nic się nie zmieniłeś. No trochę podrosłeś. Miałeś lekki zarost. Zaczęłam się zastanawiać ile lat już nie żyje. Chciałam się schować ,ale przecież nie mogłeś mnie zobaczyć. Podszedłeś do mojego grobu. Złożyłeś na nim kwiaty i małe pudełeczko. Patrzyłam z zaciekawieniem co robisz. Najpierw oczywiście się pomodliłeś. Od kiedy ty się modlisz?! Otworzyłeś tajemnicze, czerwone pudełko. Był tak brylantowy pierścionek. –Co?-zadałam pytanie sama sobie.

-Kocham cię. Zawsze się kochałem. Szkoda tylko ,że tak późno to zrozumiałem-powiedziałeś przez łzy. Przeżegnałeś się i odszedłeś. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz