wtorek, 24 grudnia 2013

Hej po 1. bardzo was przepraszam za tak długą nieobecność < znowu> Miałam blokadę twórczą. Po 2. Wszystkim życzę wesołych świąt. W komentarzach możecie się pochwalić co dostaliście : D. Mam smutną wiadomość. Nie będę już kończyć mojego opowiadania o Rose. Wiem , nie powinnam się za to zabierać. Na pocieszenie mam dla was 2 dobre wiadomości. Pierwsza: Będę pisała jednoczęściowe imaginy, których już parę mam więc nie będziecie musieli tak długo czekać. Druga: Tu mam dla was świąteczne opowiadanie z Horankiem jako, że jestem Mały Horanek. Mam na przeprosiny jeszcze parę niespodzianek np. Za długie i najbardziej kreatywne komentarze będę dawała dedykowane imaginy z kimkolwiek będzie chcieli . Mam nadzieję, że się spodoba. Miłego czytania i sorki za błędy. 
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejne święta. Kolejny wigilijny wieczór.  Mam 20 lat. Jestem jeszcze młoda a jedyne co mam na święta to barszcz z puszki i pijany facet pod moją klatką fałszujący kolędy. Zawsze coś, nie? Przez 19 lat spędzałam święta z rodziną.  W tym roku też tak miało być. Planowałam pomóc w robieniu pierników i barszczu z uszkami. Miałam ubierać choinkę z młodszą  siostrą. Wszystko miało być idealne. I nagle… idealne święta przerodziły się w najgorsze. Rozwód rodziców, utrata chłopaka, odwrócenia się ode mnie przyjaciółki  no i najgorsze śmierć małej Lilly. Miała 6 lat. Poszliśmy na spacer z całą rodziną. Ona biegła przodem i pokazywała nam co chce dostać na święta. Tak strasznie się cieszyła. Na chwile przystanęłam przy wystawie z kuchenką dla dzieci. Potem usłyszałam tylko krzyk , pisk opon i płacz dziecka. Mała wbiegła na jezdnie. Samochód nie wyhamował nie wiem nawet czy kierowca ją zauważył.  Mama ani tata nie  zdążyli jej powstrzymać. Byłam zrozpaczona. Na początku czułam tylko tęsknotę, żal, smutek i poczucie winy.  Moje uczucia zmieniły się po pogrzebie. Wróciłam do domu wściekła. Zdałam sobie sprawę ,że to nie moja wina tylko moich ,,kochanych” rodziców. Nie zatrzymali jej. Nawet nie zwracali na nią uwagi. Próbowałam się opanować. Nie dałam rady. Całą moją złość przelałam na kartkę. Napisałam wszystko co kiedykolwiek miałam do mamy i taty. Spakowałam się. Wzięłam oszczędności  i kupiłam bilet w jedną stronę do Londynu.  Na drugi dzień mnie już nie było.   Wszyscy do mnie dzwonili , mówiąc  wszyscy mam na myśli mamę i tatę , ale nie odbierałam. Dopiero gdy doleciałam do Anglii spostrzegłam się, że nie stać mnie nawet na taksówkę , a co dopiero na nocleg. Był grudzień , dokładnie 22. Wyszłam z lotniska na ulicę. Ogarnęło mnie zimne powietrze. Wszędzie było kolorowo od świątecznych lampek i innych ozdób. Zaczęłam się błąkać z walizką po mieście szukając przedświątecznego cudu. Można powiedzieć, że mi się udało. Spotkałam w parku miłą staruszkę, która zaproponowała mi nocleg , ale tylko na tę noc bo nazajutrz miała przyjechać jej wnuczka. Zgodziłam się. Pomogłam starszej kobiecie wnieść świąteczne zakupy do 2 piętrowego domu. Była już 23 więc zjadłam jakąś szybką kolację , umyłam się, przebrałam w piżamę , którą spakowałam i położyłam się spać w pokoju gościnnym. Rano ok 8 zwinęłam swoje rzeczy, podziękowałam za gościnę i ruszyłam na miasto. Znowu byłam w kropce, ale przynajmniej było jasno i miałam ciepłe ubrania. Ok 14 zrobiłam się głodna. Nie mogłam się tak poniżyć i zacząć żebrać chociaż i tak pewnie nic bym nie uzbierała w filmowej kurtce z nike , spodniach z big star i skórzanych botkach. Po ok 16 już praktycznie umierałam z głodu. –No nic. Trzeba się poniżyć-pomyślałam  i stojąc na środku wielkiego rynku zaczęłam śpiewać kolędy. Na początku nikt nie zwracał na mnie uwagi , ale po chwili przyleciała jakaś mała dziewczynka no oko miała z 6 lat. Zaczęła śpiewać ze mną. Jej rodzice dali mi dychę i zabrali córkę uśmiechając się. Dzięki nim zebrało się jeszcze parę osób. Po godzinie miałam wystarczająco pieniędzy na duży obiad w przydrożnym barze. Po zjedzeniu znów łaziłam po mieście i czekałam na cud. Tym razem nie  miałam tyle szczęścia. Nikt nie mógł mnie przyjąć. Usiadłam na ławce w parku pod gwiaździstym niebem. Podciągnęłam kolana pod brodę i chwilę tak siedziałam. Chciałam wyjąć z walizki  chusteczki , ale spostrzegłam się , że nie ma jej nigdzie.   Ktoś musiał mi ją ukraść jak nie patrzyłam przed chwilą. Nie zmartwiłam się tym bardzo bo nie miałam tam bardzo cennych rzeczy. Popatrzyłam na uspokajające mnie nocne niebo. Zobaczyłam spadającą gwiazdkę.  Przypomniało mi się jak razem z Lilly siedziałyśmy w oknie i patrzyłyśmy w niebo nagle mała zobaczyła spadającą gwiazdkę.
- Juli patrz ufo- usłyszałam jej melodyjny, wysoki głosik.
-Nie kochanie. To nie jest ufo tylko spadająca gwiazdka spełniająca życzenia-odpowiedziałam z troską w głosie.-Jeśli wypowiesz życzenie to ona je spełni- dopowiedziałam po chwili.
-To ja chce być cały czas przy tobie. I nigdy się z tobą nie rozstawać.-powiedziała Lilka i przytuliła się do mnie.- no i kucyka-powiedziała po chwili rozbawiona. Oddałam jej uścisk i również pomyślałam życzenie. Już nawet nie pamiętam jakie. Moje wspomnienie przerwały słone i zimne łzy. Tęsknota przepełniała moje serce.  Schowałam głowę w kolanach i powoli zasypiałam. Obudziłam się po jakimś czasie. Rozejrzałam się dookoła. Było ciemno i pusto. Spojrzałam na zegarek na moim nadgarstku 3 w nocy. Poczułam chłód i tęsknotę. Tym razem nie za siostrą tylko rodzicami i ciepłym domem.  Znów się rozpłakałam. Byłam bezradna. Siedziałam na ławce w parku na 2 końcu kraju, bez domu. Nie miałam pieniędzy na bilet powrotny. Ja w ogóle nie miałam pieniędzy. Bałam się najgorszego. Nie mogłabym cały czas spać na ławce a w dzień śpiewać na ulicy ,żeby zarobić na bułkę. To chore. Nie mogłam tak siedzieć. Było mi zimno a do tego wszystkiego zaczął padać śnieg. Wstałam z ławki. Ledwo szłam przed siebie przez zmarznięte i obolałe nogi. Widoczność utrudniał mi śnieg i łzy. Po paru minutach na coś wpadłam a raczej na kogoś.  A może to ten ktoś wpadł na mnie?  W każdym bądź razie upadłam na chodnik.
-Jeju bardzo cię przepraszam. Zagapiłem się. Nic ci nie jest?- usłyszałam zdenerwowany ale bardzo miły głos mężczyzny. Jest 4 nad ranem co on tu robi?-Hej słyszysz mnie?- znów ten głos.
-Tak. Nic mi nie jest. Sorry powinnam patrzeć gdzie idę. –odpowiedziałam łapiąc się ręki nieznajomego.  Spojrzałam przed siebie. Widziałam rozmazaną sylwetkę mężczyzny. Przetarłam oczy. Teraz widziałam wyraźnie. O ile wyraźnie można widzieć w egipskich ciemnościach.
-Co tu robisz o tej porze? I to sama?-W końcu nieznajomy przerwał ciszę.
-Yyy..-nie wiedziałam co odpowiedzieć. –śpię i ogólnie podziwiam świąteczne widoki- palnęłam. Podziwiam widoki?! No co to miało być-A.. ty?-szybko dokończyłam zanim cokolwiek powiedział.
-Ja wyszedłem na spacer bo nie mogłem spać.-powiedział jakby w ogóle nie zdziwiła go mogą odpowiedź.- Dlaczego śpisz w parku?- musiał zadać to pytanie.
-Noo.. długa historia. I nie do ogarnięcia-powiedziałam zakłopotana.
-To może spróbujesz mi ją wytłumaczyć u mnie w domu. Widzę, że ci zimno chodź. – powiedział, a ja ledwo zobaczyłam uśmiech. Nie poszłabym gdyby nie to, że na ulicy czekała mnie no.. śmierć.- Tak w ogóle to się nie przedstawiłem jestem Niall. Niall Horan- powiedział  po dłuższym milczeniu.
-Miło mi jestem Julia- przedstawiłam się, ale bez nazwiska.- Nie będę ci przeszkadzać? Przecież są święta?- zapytałam niepewnie. –On tylko na mnie spojrzał. Doszliśmy do miejsca gdzie paliły się latarnie więc mogłam zobaczyć jego twarz. Wyglądał na tyle samo lat co ja. Miał blond włosy i grzywkę postawioną do góry. Uśmiechał się do mnie jak do małej dziewczynki ,która palnęła jakieś głupstwo. Oczy miał niebieskie jak ocean albo raczej  bezchmurne niebo . Zapatrzyłam się na nie przez chwilę. Z transu wyrwał mnie spokojny głos Nialla.
-Nie. Nie będziesz przeszkadzać. Nawet fanie, że będziesz-powiedział a uśmiech nie schodził mu z tworzy-Fajnie , że ktoś będzie-To już powiedział bez uśmiechu i ze spuszczoną głową. Czy to możliwe, że spotkałam kogoś kto również spędza święta samotnie? – No tu mieszkam.- po chwili znów zobaczyłam ten boski uśmiech i usłyszałam spokojny i szczęśliwy głos blondyna.
-Przepraszam ,że pytam, ale jesteś w święta sam?-musiałam się zapytać. Zżerała mnie ciekawość.  Weszłam do środka mieszkania i poczułam  otulające mnie ciepło. Zdjęłam kurtkę i buty rozglądając się po dość dużej kawalerce. Widać, że ma dużo kasy.
-Tak. Znaczy tylko w te święta. Pojechałbym do rodziny, ale przez pracę nie mogę. Kocham to co robię, ale to już przesada. Zaraz po świętach mam kolejne spotkanie z fanami i koncert  sylwestrowy. Nie wyrobiłbym się. Z Irlandii. A ty?-odpowiedział zaprowadzając mnie do kuchni. W jego głosie można było usłyszeć smutek i gniew. Zastanawiałam się czy mogę mu powiedzieć o tym dlaczego tu jestem. Bałam się, że weźmie mnie na nienormalną i w najgorszym wypadku wywali z domu.  W głowie wymyśliłam już dość długą historie jak się tu znalazłam. Spojrzałam w jego niebieskie oczy i nagle zapomniałam kompletnie co wymyśliłam. Miałam pustkę w głowie. Usiadł naprzeciwko mnie i patrzył się z troską i ciekawością w oczach. Postanowiłam zaryzykować. Zamknęłam na chwilę oczy, przełknęłam ślinę i opowiedziałam mu o Lilly , kłótni , pogrzebie , chłopaku, przyjaciółce, o wszystkim co leżało mi na sercu. Gdy skończyłam czułam się rozluźniona i szczęśliwa, że mogłam wywalić z siebie to wszystko. Blondasek na mnie patrzył ze współczuciem. Czekałam aż coś powie. Nic. Nie odezwał się ani słowem. Wstał i zniknął z mojego pola widzenia. Myślałam, że pójdzie po moje rzeczy i każe mi wyjść. On po chwili wrócił z herbatą i kocem. Przykrył mnie i przytulił. W jego ramionach czułam się bezpiecznie.  Chciałam aby ta chwila trwała wiecznie.- Bardzo mi przykro mogłem nie pytać.-powiedział cicho. Tym razem ja nic nie odpowiedziałam. Nie dlatego, że byłam obrażona czy coś. Po prostu zasnęłam. Było mi tak ciepło i dobrze , że zamknęłam oczy. Czułam jeszcze jego rękę głaszczącą moje włosy.
Obudziłam się na kolanach  Nialla. Lekko otworzyłam oczy i ujrzałam te niebieskie oczy i blond grzywkę opadającą mu na czoło. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Niebieskooki odwzajemnił uśmiech. Dopiero teraz zorientowałam się, że leżę na kolanach obcego gościa poznanego wczoraj w nocy w parku. Podniosłam się i rozejrzałam po pomieszczeniu.  Wszystko było w porządku. Zaniepokoił mnie tylko fakt, że nie mam na sobie spodni , a nie przypominałam sobie , żebym je wczoraj ściągała. Popatrzyłam na stół gdzie leżały ładnie złożone jeansy. Później przerzuciłam wzrok na Nialla. Patrzyłam się na niego ze zdziwieniem , wściekłością i jednocześnie z lekkim strachem. On spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Później na spodnie i chyba zrozumiał.
-Spokojnie.  Ściągnąłem je jak spałaś. Było ci gorąco i strasznie się wierciłaś.-powiedział z uśmiechem i pokazał mi małego siniaka na ręce. Było mi głupio. Wiem, że się wiercę, ale żeby aż tak?-Co chcesz na śniadanie? – dodał po chwili idąc w stronę kuchni.
-Ja cię przepraszam, że tak zasnęłam i do tego cię walnęłam.-powiedziałam a na moje policzki wkradła się lekki rumieniec.
-Nic się nie stało. Tylko się broniłaś.-popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.- Kiedy ci..eeem no zdejmowałem spodnie,  kopnęłaś mnie. A co do śniadania to mogę zrobić naleśniki. Mam dżem i biały ser chcesz?-odpowiedział  i pokazał szereg białych zębów.
-Jeszcze raz przepraszam. Tak chce. Może ci pomóc?-mój rumieniec stawał się coraz bardziej  czerwony.
-Nie, dzięki. Jak chcesz się umyć to na górze jest łazienka. Chodź pokarzę ci.- znów ten słodki uśmiech. Niall zaprowadził mnie do łazienki na piętrze i dał ręcznik.- yyy niestety nie mam żadnych damskich ciuchów, ale jak chcesz mogę ci dać spodnie dresowe i moją bluzkę?-dopowiedział gdy wręczył mi biały ręcznik. Kiwnęłam głową i poszłam za nim do jego pokoju.  Wręczył mi ubranie. Wyszliśmy z pokoju. Skierowałam się do łazienki a on na dół.- Słodko wyglądasz jak się rumienisz-usłyszałam głos chłopaka za sobą.
-Co?-zapytałam bo znając mnie mogło mi się to przesłyszeć.
-YY już nic-teraz on się lekko zarumienił. Weszłam pod ciepłą, wręcz gorącą wodę. Zastanawiałam się co dalej. Nie mam pieniędzy ani ubrań. Nie mogę mieszkać z Niallem bo nie mam jak mu zapłacić. Wyszłam z łazienki z mokrą głową i w ubraniach, które dał mi chłopak. Gdy schodziłam już na schodach czułam zapach naleśników. Byłam strasznie głodna.- O szybka jesteś.- usłyszałam głos Nialla gdy wchodziłam do kuchni. Patrzył się na mnie jak na słodziutką małą dziewczynkę.
-Co się tak patrzysz?-Zapytałam zdziwiona jego zachowaniem. Zaczęłam oglądać się czy nie mam jakiejś plamy na koszulce. Nic nie miałam.
-Nic. Po prostu wyglądasz w tym..-blondyn przygryzł lekko dolną wargę i patrzył się na mnie z pożądaniem.-za..cnie- nie mogłam powstrzymać śmiechu.- Co się śmiejesz? Nie mogłem znaleźć słowa.
-Spokojnie. Dziękuję , że uważasz to za zacne- powiedziałam nie mogąc opanować śmiechu. Niall zatkał minę naleśnikiem z dżemem.
-Okey załapałem. To teraz co robimy dzisiaj? Jest wigilia. Sklepy nie są czynne albo tylko do 12.- zapytał poważnie ale jego boski uśmiech nadal nie schodził mu z twarzy.
-Nie wiem. Jeśli nie będę ci przeszkadzać to mogłabym zostać do nowego roku. Później znalazłabym jakąś pracę i się zmyła-opowiedziałam mu mój „genialny” plan na życie , który wymyśliłam podczas mycia się.
-Nie. Znaczy tak. Zostań na sylwestra i nawet dłużej , ale dlaczego chcesz później pójść. Może to głupia propozycja i jest za wcześnie, ale jeśli nie masz tu nikogo to zostań ze mną. Po świętach kupię ci jakieś ciuchy i inne potrzebne rzeczy. Poznasz moich przyjaciół. –zaczął mówić jakby bał się ,że ucieknę jeszcze dziś.
-Nie Niall. Jesteś bardzo miły, ale nie mogę z tobą mieszkać. Nie mam pieniędzy na czynsz. Co do ciuchów nie pozwolę wydawać ci na mnie pieniędzy. Spróbuję znaleźć pracę i jakoś sobie poradzę.-powiedziałam równie szybko nawet nie wiem dlaczego.
-To dla mnie żaden problem. I z ciuchami ,i z czynszem. Jestem gwiazdą i mam pieniądze. Znaczy nie gwiazdą tylko no.. ten znany.. nie, nie znany.. eeh-powiedział zrezygnowany. Mówił coś o fankach, ale jakoś nie zastanawiałam się kim jest.
-Niall? Kim ty jesteś?-zapytałam podwyższonym głosem.
-Nie kojarzysz mnie? Znaczy wiem, że mnie nie kojarzysz bo już wczoraj, albo dzisiaj rano byś zareagowała , ale  nawet nie wiesz co robię?-zapytał a w jego głosie można było usłyszeć nutkę nadziei.
-Nie. Przepraszam, ale nie wiem kim jesteś-czułam się dziwnie. On był gwiazdą a ja nie wiedziałam kim jest.
-Jestem Niall Horan. A nie to już wiesz. Śpiewam w One direction.- powiedział z uśmiechem na twarzy.
-YY aha ok.- nie wiedziałam co odpowiedzieć- nie gniewasz się, że nie wiedziałam kim jesteś?-zapytałam lekko zdziwiona jego szczęściem.
-Nie. Właściwie się cieszę. Jeszcze nie spotkałem dziewczyny , która nie skakałaby z radości na mnie i piszczała prosto do ucha.- Zaśmiał się gdy to powiedział. Kamień spadł mi z serca , ale nadal czułam , że nie mogę żyć na jago koszt. Po długiej rozmowie doszliśmy w końcu do porozumienia.  Zaraz jak otworzą sklepy pójdziemy kupić mi jakieś rzeczy. Później znajdę prace i małe mieszkanko koło Nialla.  Postanowiłam na razie zapomnieć o rodzinie. Nie byłam gotowa by nawet mówić o tym co się stało.
-Dobra tooo co robimy?-zapytałam gdy jakimś  cudem skończyły nam się tematy do rozmów.
-No możemy wyjść na dwór, pooglądać film , albo nie wiem co? Pograć w jaką grę np. monopol-na to ostatnie uśmiechną się najszerzej. W sumie dobry pomysł. Bardzo dawno w to nie grałam. Kiwnęłam głową dając znak, że mogę pograć.  Przez resztę dnia siedzieliśmy jak dzieci i graliśmy w głupie planszowe gry. Bardzo polubiłam Nialla był słodki , trochę dziecinny i super przystojny. Te boskie blond włosy, oczy w kolorze nieba i malinowe usta.  Gdy na niego patrzyłam miałam ochotę rzucić mu się i zacząć całować.  Nie mogłam oprzeć się pokusie. Wstałam. Na początku blondynek nie wiedział o co chodzi. Obeszłam go na około i uklęknęłam za nim. Chłopak się tylko uśmiechną. Zaczęłam masować mu barki szepcząc do ucha miłe słówka. Zjechałam rękami niżej. Oplatając jego umięśniony tors pocałowałam go w szyję. Jechałam z pocałunkami bliżej ust.  Przygryzłam dolną wargę.  Poczułam zapach jego zajebiście seksownych perfum. –Teraz twój ruch- na jego głos aż się wzdrygnęłam. Tak, to była tylko moja wyobraźnia.
-Tak? Przepraszam co mówiłeś?-zapytałam zdezorientowana. Na moje policzki wkradł się rumieniec. Próbowałam to ukryć, ale nie wiedziałam do końca jak.
-Mówiłem , że już chyba na dzisiaj skończymy co? Mam dla ciebie małą niespodziankę-powiedział blondyn pochylając się i patrząc  mi prosto w oczy. Byłam zahipnotyzowana. Jedyne co zrobiłam to przytaknęłam. Pomógł mi wstać i zaprowadził do przedpokoju. Włożył mi kurtkę i kazał ubrać buty. Gdy już się ocknęłam byłam zdezorientowana, nie wiedziałam gdzie idziemy , ale niebieskooki zakazał zadawać jakichkolwiek pytań. Wyszliśmy na dwór. Poczułam jak chłód przenika przez ubrania. Wzięłam głęboki oddech. Niall zakluczył dom, wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić do parku.  Po kilkunastu minutach marszu stanęliśmy przed jakimś  ogromnym budynkiem. Popatrzyłam w górę miał około 15 pięter. Weszliśmy do środka. Później do windy. Niall kazał mi zamknąć oczy. Nie zgodziłam się. Powiedział, że mam patrzeć cały czas na niego. To mi bardziej pasowało. Jechaliśmy dość długo. Nagle poczułam szarpnięcie i winda się  zatrzymała. Niall ponownie kazał mi zamknąć oczy. Tym razem nie poprosił tylko kazał, ale łagodnie. Zrobiłam co powiedział. Poczułam jego rękę na mojej tali. Lekko się wzdrygnęłam , ale jego głos mnie uspokoił. Wyszliśmy z ciepłej windy. Od razu to poczułam bo gdy tylko zrobiłam krok do przodu ogarnęło mnie zimne powietrze.  Niall poprosił o otworzenie oczu. Powoli otworzyłam najpierw lewe oko później prawe. Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. Stałam na pięknie oświetlonym dachu. Wszędzie były lampki. Na środku stał stolik przystrojony dla dwóch osób. Blondyn poprowadził mnie po czerwonym dywanie do stolika. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Chciałam się zapytać kiedy zdążył to przygotować , ale nie mogłam. Nic nie mogłam powiedzieć z zachwytu.  Chłopak odsunął mi krzesło. Dopiero teraz zauważyłam pięknie przystrojoną małą choinkę a pod nią mały pakunek.  Zjedliśmy kolację którą podał nam ubrany we frak kelner. Po posiłku zdołałam wykrztusić z siebie parę zdań.
-Boże Niall. Tu jest pęknie. Kiedy ty to..?-nie mogłam dokończyć bo niebieskooki przerwał mi kładąc palec na usta.
-Żadnych pytań-odpowiedział cicho jakby nie chciał by ktoś to usłyszał.- Mam dla ciebie coś jeszcze-powiedział i skierował się w stronę choinki. Wrócił , ale nie usiadł tylko podał mi rękę, żebym wstała. Podeszliśmy do krawędzi. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam piękną panoramę Londynu. W oczach stały mi łzy. Niall odpakował  prezent. Było w nim małe pudełeczko. – Zanim pokaże ci co tam jest. Powiem ci , że choć znamy się tak krótko czuję jakbym cię znał całe swoje życie. Myślałem ,że spędzę te święta samotnie i przed naszym spotkaniem modliłem się o cud.  Nie wierzyłem w cuda aż do teraz. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. I ja.. cię chyba kocham. Nie chyba na pewno.- powiedział i otworzył małe pudełeczko. Był tam piękny naszyjnik z sercem , w którym była literka „N”. Nie wiedziałam co powiedzieć popłakałam się. Gdy już się trochę ogarnęłam  złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku.  Gdy się od siebie oderwaliśmy Niall stanął na krawędzi. Przestraszyłam się i ścisnęłam jego dłoń. On tylko się do mnie uśmiechną. Wciągnął powietrze do płuc i krzyknął na całe gardło „ KOCHAM JULIET” odwrócił do mnie głowę i zapytał o nazwisko. Opowiedziałam mu Horan. On znów stanął na krawędzi , wziął powietrze do płuc i krzyknął : „ KOCHAM JULIET HORAN”. Zszedł i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
-Juli wstawaj Mikołaj przyszedł-nagle usłyszałam głos mojej młodszej siostry Lilly. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Byłam u siebie w domu. Miałam na sobie piżamę a przed sobą słodkie oczka Lilki. Nie wiedziałam co czuję. Z jednej strony byłam bardzo szczęśliwa, że moja kochana siostra żyje a z drugiej rozczarowana , że ten Blondasek to tylko sen. Powoli wstałam z łóżka i zeszłam z podekscytowaną Lilly na dół. Przywitałam się z całą rodziną. Ich też dobrze było widzieć. Po śniadaniu i odpakowaniu prezentów poszłam z siostrą na sanki. Wzięłam co potrzebne ubrałam siebie i Lil i wyszłyśmy.  Gdy przechodziłyśmy przez park wszystko wydawało się takie znajome. Doszłyśmy do górki. Usiadłam na jednej z ławek i patrzyłam jak mój mały skarb zjeżdża raz na sankach a raz na jabłku. Po jakiejś godzinie postanowiłam zapomnieć o tym śnie i zjechać dla zabawy na sakach. Weszłam na sam szczyt góry, usiadłam wygodnie, odepchnęłam się i jechałam. Nagle na mojej drodze zobaczyłam człowieka. Zaczęłam się drzeć bo nie wiedziałam jak się skręca. Zareagował za późno i ścięłam go z nóg. Chłopak wylądował na mnie a ja na śniegu. Zaczęliśmy się śmiać. Skądś znałam ten słodki śmiech, ale nie mogłam sobie przypomnieć  skąd.  Nieznajomy wstał ze mnie i pomógł mi się podnieść.
-Bardzo cię przepraszam, ale dawno nie jeździłam-powiedziałam cała czerwona. Chłopak otrzepał się ze śniegu i spojrzał na mnie. Miał tak samo niebieskie oczy jak tamten ze snu. I  te blond włosy.
-Nic się nie stało. Przecież żyję! Tak w ogóle to jestem Niall.. Niall Horan.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Bo gdzieś na skraju snów i marzeń stoisz ty" :*

niedziela, 15 grudnia 2013

Sieeema nareszcie macie 3 rozdział. Długo nad nim siedziałam , ale i tak sądzę, że nie jest on najlepszy. Bardzo wam dziękuję za prawie 700 wyświetleń i komentarze. Mam nadzieję że ten rozdział również skomentujecie. Oto on:
..................................................................................................................................................................
Rozdział 3
To dziś, mogę wreszcie przeprowadzić się do nowego domu. Trochę mi będzie brakowało tego mieszkania , ale biorąc pod uwagę wielkość i nowoczesność tamtego domu jakoś pogodzę z rozstaniem. No i wreszcie poznam swojego współlokatora. Zanim jednak zacznę się przeprowadzać muszę iść na balet. Na szczęście po tych torturach mam hip-hop. Ubrałam się, zjadłam śniadanie, spakowałam do torby sportowej potrzebne rzeczy i wybiegłam z domu, bo miałam tylko 5 min na dotarcie do szkoły i przebranie się.
-No nareszcie jesteś. Idź się przebrać i dołącz do dziewczyn!-zaczęła smoczyca gdy tylko mnie zobaczyła.
-Tak, przepraszam  za spóźnienie.- powiedziałam cicho i ruszyłam do szatni. Po 2 godz. tej męczarni ruszyłam  się przebrać gdy wychodziłam usłyszałam za sobą głos smoka.
-Rosalio, wstąp do mnie do gabinetu na chwile.-Jej poważny głos mnie przerażał. Z lekkim strachem poszłam za nią.
-O czym chciała pani porozmawiać?
-Jak wiesz jesteś bardzo dobra i starasz się być najlepsza. Za 2 miesiące jest finałowy występ, na którym będą ważni ludzie z wielu szkół. To jest ulotka jednej z nich. Chyba coś o niej słyszałaś.-powiedziała podała mi ulotkę. Popatrzyłam, poczytałam i nie mogłam uwierzyć.  Momentalnie w oczach stanęły mi łzy.
-To…szkoła mojej mamy.- powiedziałam powstrzymując łzy.
-Tak, ludzie z tej szkoły słyszeli o tobie i będą na następnych zajęciach. Mam nadzieję, że pokażesz im co umiesz i jednocześnie nie ośmieszysz naszej szkoły.
-Tak, postaram się-tylko tyle potrafiłam powiedzieć.
-Dobrze, idź już do domu-powiedziała wstając z fotela, który stał z biurkiem.
-Do widzenia. –powiedziałam i wybiegłam z gabinetu.
Wbiegłam do starego budynku gdzie  już od 30 min odbywały się zajęcia. Na mój widok wszyscy przestali tańczyć a Louis odwrócił wzrok od okna i lekko się uśmiechnął.
-Hej sorry , ale smok mnie zaciągnął do swojej jamy.- przywitałam się w ogóle nie wstydząc się , że wszyscy na mnie patrzą .
-Biedna ty! A co ci mówiła?-szybko zareagowała moje przyjaciółka Victoria.
-Dała mi to!-powiedziałam a uśmiech na chwile zniknął z mojej twarzy.
-Co to je..-Victoria nie dokończyła bo przeczytała nazwę szkoły. Od zawsze byłyśmy jak siostry.  Wiedziała o mojej mamie tyle samo co ja. Była dla niej jak druga córka.
-No co tam masz?-wtrącił się  Louis jakby nigdy nic. Chyba nie wiedział  co się stało z moją mamą, ale nikt mu nigdy nie powiedział, on też się mną zbytnio nie interesował. Poza tym bałam się, że jeśli mu ktoś powie to wykorzysta to do wyśmiewania się ze mnie, choć byłoby to nadzwyczaj chamskie. Tylko to powstrzymało mnie ,żeby mu przyłożyć.
-Ulotkę ze szkoły baletowej.-odpowiedziałam cicho i pokazałam mu papier.
-To jest najlepsza szkoła taneczna w kraju kto ci to dał?-zapytał podekscytowany Lou.
-Pani dyrektor z mojej szkoły. I nie pytaj o nic więcej.-powiedziałam szybko i wyrwałam mu papier.
-Ok spokojnie. Chodź może wreszcie coś zatańczymy?
-Tak chodź.-więcej nic już do niego nie powiedziałam. Po zajęciach zmieszana wróciłam do domu. Nie wiem  czy powinnam powiedzieć tacie o szkole.
-Hej kochanie nareszcie jesteś-przywitał mnie tata gdy tylko otworzyłam drzwi.
-Hej co jest na obiad?-byłam strasznie głodna.
- Spagetti .  Pamiętasz o przeprowadzce?-Przez to wszystko zapomniałam o najważniejszym.
- Jeeju zapomniałam. Dzięki za przypomnienie. –powiedziałam nakładając sobie makaron na talerz.
-No to się pośpiesz. Bo za chwile przyjadą goście od przeprowadzek.-powiedział tata kończąc obiad. Spojrzałam na zegarek 17:30. O ile dobrze pamiętam miałam być gotowa o 18. To strasznie mało czasu biorąc pod uwagę, że jeszcze nawet nie zjadłam obiadu. Dla chcącego nic trudnego. Gdy usłyszałam klakson ogromnej ciężarówki, znosiłam właśnie ostatnie pudło z mojego pokoju. Nie wiem czy bardziej nakręcała mnie myśl wyprowadzki czy spotkania mojego współlokatora. Podróż do nowego domu była chyba najdłuższą w moim życiu, chociaż trwała zaledwie 15min. Wysiadłam z samochodu, którym jechałam z tatą za ciężarówką i nerwowo zaczęłam się rozglądać. Nigdzie nie widziałam drugiej ciężarówki ani kogoś z wielkimi pudłami.-No nic. Może przyjedzie później-pomyślałam i biorąc jedno z mniejszych pudeł weszłam do środka. Karton co prawda był mały ale i tak nie wiele widziałam. Nagle na kogoś wpadłam ,a pudło wypadło mi z rąk.  Szybko przeprosiłam nawet nie patrząc na kogo wpadłam  i schyliłam się sprawdzając czy zawartość kartonu nie ucierpiała. Niestety, gdy zaczęłam przeglądać po kolei rzeczy  znalazłam pęknięte zdjęcie moje i mamy. Zrobiłyśmy je w przed dzień wypadku i jednocześnie śmierci mamy. Gdy to zobaczyłam łzy napełniły moje oczy. Spojrzałam lekko w górę przytulając rozbitą ramkę do siebie. Nie  mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Na początku starałam się opanować, ale gdy zobaczyłam przez kogo zniszczyłam zdęcie  wpadałam w wściekłość.
-Louis! Co tu robisz?- zapytałam ukrywając swoją złość.
-Wprowadzam się!-Odpowiedział bez emocji. Nie mogę mieszkać z nim pod jednym dachem. Nie dam rady. Ledwo wytrzymuje na treningu a co dopiero widywać go codziennie. 
- Ja też się tu wprowadzam.- nie wiedziałam co mam powiedzieć.- Tak w ogóle to może byś przeprosił, że na mnie wpadłeś i zniszczyłeś mi zdjęcie.- dokończyłam pewniejsza siebie i pokazałam mu zniszczoną ramkę.
-Sorry. Nie możesz sobie zrobić drugiego?-zapytał tak po prostu. Gdy to usłyszałam wybuchłam. Chciałam się na niego rzucić, ale zaczęłam płakać. Łzy leciały i nie mogłam ich powstrzymać. Schowałam twarz i pobiegłam na górę do pierwszego lepszego pokoju. Siedziałam przez chwile przy oknie aż usłyszałam, że ktoś wchodzi. To był Louis. Widząc go przetarłam oczy i szybko przyszykowałam się mentalnie na drwiny , ale on nic nie powiedział. Stał w drzwiach przez niecałą minutę a później podszedł do mnie. Kucnął i tylko patrzył z politowaniem. Nienawidziłam takiego zachowania. Nie wiem dlaczego? Ktoś stracił bliską mu osobę to od razu trzeba patrzeć się na niego ze współczuciem.
-Ja.. bardzo cię przepraszam.-powiedział cicho Louis po chwili ciszy. Nie sądziłam że kiedyś usłyszę od niego te słowa.- Przepraszam, że na ciebie wpadłem. Mogę spróbować skleić ramkę, albo kupie ci nową zdjęcie też odratuje.- powiedział głośniej. Ja tylko odwróciłam się powoli od okna i spojrzałam na niego czerwonymi oczami. On spojrzał mi się głęboko w oczy, wytarł ręką łzę z mojego policzka i powiedział, żebym nie płakała. Nie odpowiedziałam. Siedzieliśmy tak przez chwile. Chciałam się oderwać , ale zatonęłam w jego niebiesko-zielonych oczach. Louis przybliżył się jeszcze bardziej. Ja nadal nie reagowałam. Szatyn lekko się do mnie uśmiechną i złączył nasze nosy i nagle…. wszedł gość od przeprowadzek. Ja zobaczyłam co się stało i wstałam z oburzeniem. Jak mogłam tak dać się omotać? To nie w moim stylu. Co się za mną dzieje? Uznałam to za chwilę słabości i przestałam na tym zastanawiać.
-Oj przepraszam zakochanych już wychodzę! – powiedział łysy koleś i zostawił pudła na ziemi.
-Nie,  wszystko w porządku. Ten pan już miał wychodzić-powiedziałam i popatrzyłam na Louisa.
-Nie wcale nie-on tylko zaprzeczył i pokazał szereg białych zębów.
-Wynocha!-Krzyknęłam wściekła. Chłopak ulotnił się z pokoju w mgnieniu oka. Przez resztę dnia starałam się unikać Louisa. Po 22 jeszcze nie wszystko było ustawione więc każdy wrócił do domu. Postanowiliśmy się umówić na następny dzień. Tym razem bez ekipy przeprowadzkowej. Do domu wróciłam zmęczona i czułam , że jak na dziś było za dużo wrażeń. Szybko się umyłam i bez kolacji poszłam spać.



poniedziałek, 9 grudnia 2013

Smutny z Lou

Hej przepraszam za nieobecność i bardzo dziękuję za tyle wyświetleń. Niestety jeszcze nie napisałam 3 rozdziału, ale uznałam, że nie mogę was tak przytrzymywać i mam coś w zamian. Napisałam to dawno. Jest to smutny imagin z Louisem. Jeszcze raz przepraszam że nie ma 3 rozdziału. Jeszcze tylko kilka poprawek i będzie gotowy. Postaram się go dodać w tym tygodniu, ale mam dużo prac semestralnych z sprawdzianów. :* P.S włączcie sobie to :http://www.youtube.com/watch?v=pHJyI-2q3U4 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Byłaś z Louisem już  3 lata. Ty byłaś aktorką a on nadal członkiem One direction. Louis był sławny na cały świat a ty dopiero co zaczynałaś, ale nie przeszkadzało wam to. Mogliście się rozstawać na długie miesiące. Najdłużej nie widzieliście się rok bo najpierw ty pojechałaś na casting do Los Angeles a później Louis w trasę. Wasz związek mógł przetrwać wszystko. Przynajmniej tak ci się wydawało.
-Hej kocie co tam w robocie?-przywitał się z tobą  twój chłopak.
-A wspaniale. Byłam tydzień temu na castingu a dzisiaj mam dostać odpowiedz czy wezmą mnie do filmu.
-To bosko. Duża rola?
-Noo  główna.-Powiedziałaś dumna z siebie.
-To wspaniale gratuluje.-Lou wziął cię w obroty.
-Hej nie zapeszaj jeszcze nie dostałam tej roli.
-A no tak a kiedy mają zadzwonić?
-Dziś wieczorem.
Kilka godzin później wszyscy czekaliśmy z niecierpliwieniem aż telefon zadzwoni. Po długim oczekiwaniu  wreszcie się odezwał.
-Halo…tak to ja…naprawdę...dostałam te role-na te słowa chłopaki zaczęli świętować. Byli tak głośno że wyszłam do kuchni- jadę?...za 3 dni… na Hawaje…na ile?....2lata?.. tak ,tak wszystko w porządku. Dziękuje do widzenia.- Rozłączyłam się z rozczarowaniem. Nie wiedziałam że jadę tam na 2 lata.
- Graatulaacjeeee-śpiewali chłopcy gdy tylko weszłam do pokoju.
-czemu jesteś taka markotna dostałaś role.
-Tak, dostałam, ale mam lecieć na Hawaje.
-To cudownie czemu się nie cieszysz?
-Bo mam tam jechać na 2 lata albo dłużej. Nie wytrzymam bez ciebie tyle czasu.-powiedziałam ze łzami w oczach. Wszyscy nagle posmutnieli.
-Damy rade zobaczysz. Będę dzwonił i pisał jakoś to będzie.-pocieszał mnie Loui. Po północy wszyscy oprócz Louisa poszli do domu. Posprzątaliśmy i poszliśmy się myć. Mimo ciężkiego  dnia nie mogłam zasnąć. Na szczęście nie szłam na drugi dzień do pracy więc mogłam odpocząć i przemyśleć po raz 100 tą sytuacje.
*Tydzień później*
Jutro wyjeżdżam. Mam nadzieje że wytrwamy te 2 lata rozłąki. Dzisiejszy dzień chciałam spędzić z całym One direction. Są dla mnie jak rodzina. Już miałam wychodzić gdy dostałam dziwnego sms-a  od Sophie. ,,Szybko idź do kawiarenki  na rogu twojej ulicy. Przepraszam za to co tam zobaczysz ale musiałaś wiedzieć. Też tam będę papa :*.” Zdziwiła mnie ta wiadomość ale poszłam sprawdzić co jest w tej kawiarence. Gdy tylko skręciłam w uliczkę stanęłam jak wryta. Zobaczyłam Louisa  z Eleanor , jego byłą, całowali się. Potrafiłam mu wybaczyć wszystko ,ale nie to.  To nie był zwykły, niewinny buziak tylko namiętny pocałunek. Łzy spływały po moich policzkach. Chciałam tam podejść i strzelić go w pysk ale Sophie i reszta chłopaków mnie powstrzymali. Zrobiłam zdjęcie telefonem i powoli poszłam w drugą stronę do parku. Wszyscy mnie pocieszali ale to na marne płakałam jeszcze bardziej. Sophie zrezygnowała z romantycznego wieczoru z Liamem i została u mnie na noc.  Siedziałam tak przykryta kocem i piłam herbatę  gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Wiedziałam kto to ,ale i tak otworzyłam.
-Hej skarbie nasza ostatnia nocka mam coś dla ciebie-Powiedział Lou jakby nigdy nic i wyją bukiet róż zza pleców. Pierwsze co zrobiłam to wypieprzyłam te cholerne róże.
-Co ty robisz? Jeśli ci się nie podobają wystarczyło powiedzieć? Dlaczego się tak denerwujesz kochanie?
-Nie mów tak do mnie nigdy więcej!!!-Wykrzyczałam ze łzami w oczach
-O co ci chodzi?
-O co mi chodzi ? Zaraz ci powiem –Wykrzyczałam mu w twarz i pokazałam zdjęcie jego i Elki. Stał jak wryty i nic nie mówił. W końcu coś wydukał
-Ja ..ja śledzisz mnie?!
-Słucham? Ja cię nie śledzę to Sophie zobaczyła was razem i dała mi znać gdzie jesteś. Cały czas się mną bawiłeś. Nienawidzę  cię.
-To ona mnie całowała a ja cię kocham.
-Taa jasne. Już ci nigdy nie zaufam. NIGDY! TO KONIEC!-krzyknęłam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.
-Co się stało słyszałam krzyki!?-Przybiegła  Sophi  mokra w ręczniku.
-Louis tu był! Próbował się tłumaczyć !
-Oj kochanie będzie dobrze!-chciała mnie przytulić, ale ją odepchnęłam
-Nie, nie będzie. Moje życie się właśnie skończyło.
-Nie mów tak
-Wiesz jak trudno mu było powiedzieć że to koniec? To boli! Strasznie boli.- Powiedziałam przez łzy i przytuliłam się do niej.
-No już może idź się przejdź. To ci pomoże-powiedziała z troską przyjaciółka. Nie sądziłam że to mi pomoże ale głowa mnie zaczęła boleć i uznałam że to nie jest taki głupi pomysł. Szłam zapłakana ciemnymi ulicami. Przez łzy prawie nic nie widziałam. Nie wiedziałam gdzie ide po prostu przed siebie. W pewnym momencie weszłam na pasy. Zobaczyłam dwa światła jadące w moim kierunku. Chciałam uciekać ale mnie sparaliżowało. Potem poczułam uderzenie ale nie było ono takie mocne jak się spodziewałam. Po kilku minutach zauważyłam, że leże na trawie. Szybko się podniosłam. Trochę mi się zakręciło w głowie ale bardziej interesowało mnie kto uratował mi życie. Podeszłam to jezdni i zobaczyłam go. To Louis uratował mi życie poświęcając swoje. Szybko podbiegłam do niego i próbowałam obudzić.
-Lou !! Obudź się proszę!! Niee Louis nieee!!-krzyczałam ale nie odpowiadał
-Ja zmarnowałem swoją szanse ale ty nie możesz swojej..-powiedział Loui bardzo cichym i słabym głosem. Nawet nie dokończył. Mój kochany zginął mi na rękach. Najbardziej żałuje że nigdy nie powiedziałam mu jak bardzo go kocham i że mu wtedy nie wybaczyłam. Czułam że to wszystko moje wina. Nie mogłam się pogodzić z tym że już go nie ma. Próbowałam go obudzić ale już się nie dało. Policja mnie zabrała na przesłuchanie.
-Louis  NIE! KOCHAM CIE I WYBACZAM !! OBUDZ SIĘ PROSZĘ WSTAAŃ!!!-krzyczałam wyrywając się policji.

Nie umiem bez niego żyć.

-Wiem ,że tego nie chcesz ale nie mam innego wyjścia.-szepnęłam patrząc na nasze wspólne zdjęcie z dnia przed katastrofą. Potem poczułam zimną żyletkę na moim nadgarstku.