Sieeema nareszcie macie 3 rozdział. Długo nad nim siedziałam , ale i tak sądzę, że nie jest on najlepszy. Bardzo wam dziękuję za prawie 700 wyświetleń i komentarze. Mam nadzieję że ten rozdział również skomentujecie. Oto on:
..................................................................................................................................................................
Rozdział
3
To dziś, mogę wreszcie przeprowadzić się do nowego domu.
Trochę mi będzie brakowało tego mieszkania , ale biorąc pod uwagę wielkość i
nowoczesność tamtego domu jakoś pogodzę z rozstaniem. No i wreszcie poznam
swojego współlokatora. Zanim jednak zacznę się przeprowadzać muszę iść na
balet. Na szczęście po tych torturach mam hip-hop. Ubrałam się, zjadłam
śniadanie, spakowałam do torby sportowej potrzebne rzeczy i wybiegłam z domu,
bo miałam tylko 5 min na dotarcie do szkoły i przebranie się.
-No nareszcie jesteś. Idź się przebrać i dołącz do
dziewczyn!-zaczęła smoczyca gdy tylko mnie zobaczyła.
-Tak, przepraszam za
spóźnienie.- powiedziałam cicho i ruszyłam do szatni. Po 2 godz. tej męczarni
ruszyłam się przebrać gdy wychodziłam
usłyszałam za sobą głos smoka.
-Rosalio, wstąp do mnie do gabinetu na chwile.-Jej poważny
głos mnie przerażał. Z lekkim strachem poszłam za nią.
-O czym chciała pani porozmawiać?
-Jak wiesz jesteś bardzo dobra i starasz się być najlepsza.
Za 2 miesiące jest finałowy występ, na którym będą ważni ludzie z wielu szkół.
To jest ulotka jednej z nich. Chyba coś o niej słyszałaś.-powiedziała podała mi
ulotkę. Popatrzyłam, poczytałam i nie mogłam uwierzyć. Momentalnie w oczach stanęły mi łzy.
-To…szkoła mojej mamy.- powiedziałam powstrzymując łzy.
-Tak, ludzie z tej szkoły słyszeli o tobie i będą na
następnych zajęciach. Mam nadzieję, że pokażesz im co umiesz i jednocześnie nie
ośmieszysz naszej szkoły.
-Tak, postaram się-tylko tyle potrafiłam powiedzieć.
-Dobrze, idź już do domu-powiedziała wstając z fotela, który
stał z biurkiem.
-Do widzenia. –powiedziałam i wybiegłam z gabinetu.
Wbiegłam do starego budynku gdzie już od 30 min odbywały się zajęcia. Na mój
widok wszyscy przestali tańczyć a Louis odwrócił wzrok od okna i lekko się
uśmiechnął.
-Hej sorry , ale smok mnie zaciągnął do swojej jamy.-
przywitałam się w ogóle nie wstydząc się , że wszyscy na mnie patrzą .
-Biedna ty! A co ci mówiła?-szybko zareagowała moje
przyjaciółka Victoria.
-Dała mi to!-powiedziałam a uśmiech na chwile zniknął z
mojej twarzy.
-Co to je..-Victoria nie dokończyła bo przeczytała nazwę
szkoły. Od zawsze byłyśmy jak siostry.
Wiedziała o mojej mamie tyle samo co ja. Była dla niej jak druga córka.
-No co tam masz?-wtrącił się
Louis jakby nigdy nic. Chyba nie wiedział co się stało z moją mamą, ale nikt mu nigdy
nie powiedział, on też się mną zbytnio nie interesował. Poza tym bałam się, że
jeśli mu ktoś powie to wykorzysta to do wyśmiewania się ze mnie, choć byłoby to
nadzwyczaj chamskie. Tylko to powstrzymało mnie ,żeby mu przyłożyć.
-Ulotkę ze szkoły baletowej.-odpowiedziałam cicho i pokazałam
mu papier.
-To jest najlepsza szkoła taneczna w kraju kto ci to
dał?-zapytał podekscytowany Lou.
-Pani dyrektor z mojej szkoły. I nie pytaj o nic
więcej.-powiedziałam szybko i wyrwałam mu papier.
-Ok spokojnie. Chodź może wreszcie coś zatańczymy?
-Tak chodź.-więcej nic już do niego nie powiedziałam. Po
zajęciach zmieszana wróciłam do domu. Nie wiem
czy powinnam powiedzieć tacie o szkole.
-Hej kochanie nareszcie jesteś-przywitał mnie tata gdy tylko
otworzyłam drzwi.
-Hej co jest na obiad?-byłam strasznie głodna.
- Spagetti .
Pamiętasz o przeprowadzce?-Przez to wszystko zapomniałam o
najważniejszym.
- Jeeju zapomniałam. Dzięki za przypomnienie. –powiedziałam
nakładając sobie makaron na talerz.
-No to się pośpiesz. Bo za chwile przyjadą goście od
przeprowadzek.-powiedział tata kończąc obiad. Spojrzałam na zegarek 17:30. O
ile dobrze pamiętam miałam być gotowa o 18. To strasznie mało czasu biorąc pod
uwagę, że jeszcze nawet nie zjadłam obiadu. Dla chcącego nic trudnego. Gdy
usłyszałam klakson ogromnej ciężarówki, znosiłam właśnie ostatnie pudło z
mojego pokoju. Nie wiem czy bardziej nakręcała mnie myśl wyprowadzki czy
spotkania mojego współlokatora. Podróż do nowego domu była chyba najdłuższą w
moim życiu, chociaż trwała zaledwie 15min. Wysiadłam z samochodu, którym jechałam
z tatą za ciężarówką i nerwowo zaczęłam się rozglądać. Nigdzie nie widziałam
drugiej ciężarówki ani kogoś z wielkimi pudłami.-No nic. Może przyjedzie
później-pomyślałam i biorąc jedno z mniejszych pudeł weszłam do środka. Karton
co prawda był mały ale i tak nie wiele widziałam. Nagle na kogoś wpadłam ,a
pudło wypadło mi z rąk. Szybko
przeprosiłam nawet nie patrząc na kogo wpadłam i schyliłam się sprawdzając czy zawartość
kartonu nie ucierpiała. Niestety, gdy zaczęłam przeglądać po kolei rzeczy znalazłam pęknięte zdjęcie moje i mamy.
Zrobiłyśmy je w przed dzień wypadku i jednocześnie śmierci mamy. Gdy to
zobaczyłam łzy napełniły moje oczy. Spojrzałam lekko w górę przytulając rozbitą
ramkę do siebie. Nie mogłam uwierzyć w
to co zobaczyłam. Na początku starałam się opanować, ale gdy zobaczyłam przez
kogo zniszczyłam zdęcie wpadałam w
wściekłość.
-Louis! Co tu robisz?- zapytałam ukrywając swoją złość.
-Wprowadzam się!-Odpowiedział bez emocji. Nie mogę mieszkać
z nim pod jednym dachem. Nie dam rady. Ledwo wytrzymuje na treningu a co
dopiero widywać go codziennie.
- Ja też się tu wprowadzam.- nie wiedziałam co mam
powiedzieć.- Tak w ogóle to może byś przeprosił, że na mnie wpadłeś i
zniszczyłeś mi zdjęcie.- dokończyłam pewniejsza siebie i pokazałam mu
zniszczoną ramkę.
-Sorry. Nie możesz sobie zrobić drugiego?-zapytał tak po
prostu. Gdy to usłyszałam wybuchłam. Chciałam się na niego rzucić, ale zaczęłam
płakać. Łzy leciały i nie mogłam ich powstrzymać. Schowałam twarz i pobiegłam
na górę do pierwszego lepszego pokoju. Siedziałam przez chwile przy oknie aż
usłyszałam, że ktoś wchodzi. To był Louis. Widząc go przetarłam oczy i szybko
przyszykowałam się mentalnie na drwiny , ale on nic nie powiedział. Stał w
drzwiach przez niecałą minutę a później podszedł do mnie. Kucnął i tylko
patrzył z politowaniem. Nienawidziłam takiego zachowania. Nie wiem dlaczego?
Ktoś stracił bliską mu osobę to od razu trzeba patrzeć się na niego ze
współczuciem.
-Ja.. bardzo cię przepraszam.-powiedział cicho Louis po
chwili ciszy. Nie sądziłam że kiedyś usłyszę od niego te słowa.- Przepraszam,
że na ciebie wpadłem. Mogę spróbować skleić ramkę, albo kupie ci nową zdjęcie
też odratuje.- powiedział głośniej. Ja tylko odwróciłam się powoli od okna i
spojrzałam na niego czerwonymi oczami. On spojrzał mi się głęboko w oczy,
wytarł ręką łzę z mojego policzka i powiedział, żebym nie płakała. Nie
odpowiedziałam. Siedzieliśmy tak przez chwile. Chciałam się oderwać , ale
zatonęłam w jego niebiesko-zielonych oczach. Louis przybliżył się jeszcze
bardziej. Ja nadal nie reagowałam. Szatyn lekko się do mnie uśmiechną i złączył
nasze nosy i nagle…. wszedł gość od przeprowadzek. Ja zobaczyłam co się stało i
wstałam z oburzeniem. Jak mogłam tak dać się omotać? To nie w moim stylu. Co się
za mną dzieje? Uznałam to za chwilę słabości i przestałam na tym zastanawiać.
-Oj przepraszam zakochanych już wychodzę! – powiedział łysy
koleś i zostawił pudła na ziemi.
-Nie, wszystko w
porządku. Ten pan już miał wychodzić-powiedziałam i popatrzyłam na Louisa.
-Nie wcale nie-on tylko zaprzeczył i pokazał szereg białych
zębów.
-Wynocha!-Krzyknęłam wściekła. Chłopak ulotnił się z pokoju
w mgnieniu oka. Przez resztę dnia starałam się unikać Louisa. Po 22 jeszcze nie
wszystko było ustawione więc każdy wrócił do domu. Postanowiliśmy się umówić na
następny dzień. Tym razem bez ekipy przeprowadzkowej. Do domu wróciłam zmęczona
i czułam , że jak na dziś było za dużo wrażeń. Szybko się umyłam i bez kolacji
poszłam spać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz