niedziela, 15 grudnia 2013

Sieeema nareszcie macie 3 rozdział. Długo nad nim siedziałam , ale i tak sądzę, że nie jest on najlepszy. Bardzo wam dziękuję za prawie 700 wyświetleń i komentarze. Mam nadzieję że ten rozdział również skomentujecie. Oto on:
..................................................................................................................................................................
Rozdział 3
To dziś, mogę wreszcie przeprowadzić się do nowego domu. Trochę mi będzie brakowało tego mieszkania , ale biorąc pod uwagę wielkość i nowoczesność tamtego domu jakoś pogodzę z rozstaniem. No i wreszcie poznam swojego współlokatora. Zanim jednak zacznę się przeprowadzać muszę iść na balet. Na szczęście po tych torturach mam hip-hop. Ubrałam się, zjadłam śniadanie, spakowałam do torby sportowej potrzebne rzeczy i wybiegłam z domu, bo miałam tylko 5 min na dotarcie do szkoły i przebranie się.
-No nareszcie jesteś. Idź się przebrać i dołącz do dziewczyn!-zaczęła smoczyca gdy tylko mnie zobaczyła.
-Tak, przepraszam  za spóźnienie.- powiedziałam cicho i ruszyłam do szatni. Po 2 godz. tej męczarni ruszyłam  się przebrać gdy wychodziłam usłyszałam za sobą głos smoka.
-Rosalio, wstąp do mnie do gabinetu na chwile.-Jej poważny głos mnie przerażał. Z lekkim strachem poszłam za nią.
-O czym chciała pani porozmawiać?
-Jak wiesz jesteś bardzo dobra i starasz się być najlepsza. Za 2 miesiące jest finałowy występ, na którym będą ważni ludzie z wielu szkół. To jest ulotka jednej z nich. Chyba coś o niej słyszałaś.-powiedziała podała mi ulotkę. Popatrzyłam, poczytałam i nie mogłam uwierzyć.  Momentalnie w oczach stanęły mi łzy.
-To…szkoła mojej mamy.- powiedziałam powstrzymując łzy.
-Tak, ludzie z tej szkoły słyszeli o tobie i będą na następnych zajęciach. Mam nadzieję, że pokażesz im co umiesz i jednocześnie nie ośmieszysz naszej szkoły.
-Tak, postaram się-tylko tyle potrafiłam powiedzieć.
-Dobrze, idź już do domu-powiedziała wstając z fotela, który stał z biurkiem.
-Do widzenia. –powiedziałam i wybiegłam z gabinetu.
Wbiegłam do starego budynku gdzie  już od 30 min odbywały się zajęcia. Na mój widok wszyscy przestali tańczyć a Louis odwrócił wzrok od okna i lekko się uśmiechnął.
-Hej sorry , ale smok mnie zaciągnął do swojej jamy.- przywitałam się w ogóle nie wstydząc się , że wszyscy na mnie patrzą .
-Biedna ty! A co ci mówiła?-szybko zareagowała moje przyjaciółka Victoria.
-Dała mi to!-powiedziałam a uśmiech na chwile zniknął z mojej twarzy.
-Co to je..-Victoria nie dokończyła bo przeczytała nazwę szkoły. Od zawsze byłyśmy jak siostry.  Wiedziała o mojej mamie tyle samo co ja. Była dla niej jak druga córka.
-No co tam masz?-wtrącił się  Louis jakby nigdy nic. Chyba nie wiedział  co się stało z moją mamą, ale nikt mu nigdy nie powiedział, on też się mną zbytnio nie interesował. Poza tym bałam się, że jeśli mu ktoś powie to wykorzysta to do wyśmiewania się ze mnie, choć byłoby to nadzwyczaj chamskie. Tylko to powstrzymało mnie ,żeby mu przyłożyć.
-Ulotkę ze szkoły baletowej.-odpowiedziałam cicho i pokazałam mu papier.
-To jest najlepsza szkoła taneczna w kraju kto ci to dał?-zapytał podekscytowany Lou.
-Pani dyrektor z mojej szkoły. I nie pytaj o nic więcej.-powiedziałam szybko i wyrwałam mu papier.
-Ok spokojnie. Chodź może wreszcie coś zatańczymy?
-Tak chodź.-więcej nic już do niego nie powiedziałam. Po zajęciach zmieszana wróciłam do domu. Nie wiem  czy powinnam powiedzieć tacie o szkole.
-Hej kochanie nareszcie jesteś-przywitał mnie tata gdy tylko otworzyłam drzwi.
-Hej co jest na obiad?-byłam strasznie głodna.
- Spagetti .  Pamiętasz o przeprowadzce?-Przez to wszystko zapomniałam o najważniejszym.
- Jeeju zapomniałam. Dzięki za przypomnienie. –powiedziałam nakładając sobie makaron na talerz.
-No to się pośpiesz. Bo za chwile przyjadą goście od przeprowadzek.-powiedział tata kończąc obiad. Spojrzałam na zegarek 17:30. O ile dobrze pamiętam miałam być gotowa o 18. To strasznie mało czasu biorąc pod uwagę, że jeszcze nawet nie zjadłam obiadu. Dla chcącego nic trudnego. Gdy usłyszałam klakson ogromnej ciężarówki, znosiłam właśnie ostatnie pudło z mojego pokoju. Nie wiem czy bardziej nakręcała mnie myśl wyprowadzki czy spotkania mojego współlokatora. Podróż do nowego domu była chyba najdłuższą w moim życiu, chociaż trwała zaledwie 15min. Wysiadłam z samochodu, którym jechałam z tatą za ciężarówką i nerwowo zaczęłam się rozglądać. Nigdzie nie widziałam drugiej ciężarówki ani kogoś z wielkimi pudłami.-No nic. Może przyjedzie później-pomyślałam i biorąc jedno z mniejszych pudeł weszłam do środka. Karton co prawda był mały ale i tak nie wiele widziałam. Nagle na kogoś wpadłam ,a pudło wypadło mi z rąk.  Szybko przeprosiłam nawet nie patrząc na kogo wpadłam  i schyliłam się sprawdzając czy zawartość kartonu nie ucierpiała. Niestety, gdy zaczęłam przeglądać po kolei rzeczy  znalazłam pęknięte zdjęcie moje i mamy. Zrobiłyśmy je w przed dzień wypadku i jednocześnie śmierci mamy. Gdy to zobaczyłam łzy napełniły moje oczy. Spojrzałam lekko w górę przytulając rozbitą ramkę do siebie. Nie  mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Na początku starałam się opanować, ale gdy zobaczyłam przez kogo zniszczyłam zdęcie  wpadałam w wściekłość.
-Louis! Co tu robisz?- zapytałam ukrywając swoją złość.
-Wprowadzam się!-Odpowiedział bez emocji. Nie mogę mieszkać z nim pod jednym dachem. Nie dam rady. Ledwo wytrzymuje na treningu a co dopiero widywać go codziennie. 
- Ja też się tu wprowadzam.- nie wiedziałam co mam powiedzieć.- Tak w ogóle to może byś przeprosił, że na mnie wpadłeś i zniszczyłeś mi zdjęcie.- dokończyłam pewniejsza siebie i pokazałam mu zniszczoną ramkę.
-Sorry. Nie możesz sobie zrobić drugiego?-zapytał tak po prostu. Gdy to usłyszałam wybuchłam. Chciałam się na niego rzucić, ale zaczęłam płakać. Łzy leciały i nie mogłam ich powstrzymać. Schowałam twarz i pobiegłam na górę do pierwszego lepszego pokoju. Siedziałam przez chwile przy oknie aż usłyszałam, że ktoś wchodzi. To był Louis. Widząc go przetarłam oczy i szybko przyszykowałam się mentalnie na drwiny , ale on nic nie powiedział. Stał w drzwiach przez niecałą minutę a później podszedł do mnie. Kucnął i tylko patrzył z politowaniem. Nienawidziłam takiego zachowania. Nie wiem dlaczego? Ktoś stracił bliską mu osobę to od razu trzeba patrzeć się na niego ze współczuciem.
-Ja.. bardzo cię przepraszam.-powiedział cicho Louis po chwili ciszy. Nie sądziłam że kiedyś usłyszę od niego te słowa.- Przepraszam, że na ciebie wpadłem. Mogę spróbować skleić ramkę, albo kupie ci nową zdjęcie też odratuje.- powiedział głośniej. Ja tylko odwróciłam się powoli od okna i spojrzałam na niego czerwonymi oczami. On spojrzał mi się głęboko w oczy, wytarł ręką łzę z mojego policzka i powiedział, żebym nie płakała. Nie odpowiedziałam. Siedzieliśmy tak przez chwile. Chciałam się oderwać , ale zatonęłam w jego niebiesko-zielonych oczach. Louis przybliżył się jeszcze bardziej. Ja nadal nie reagowałam. Szatyn lekko się do mnie uśmiechną i złączył nasze nosy i nagle…. wszedł gość od przeprowadzek. Ja zobaczyłam co się stało i wstałam z oburzeniem. Jak mogłam tak dać się omotać? To nie w moim stylu. Co się za mną dzieje? Uznałam to za chwilę słabości i przestałam na tym zastanawiać.
-Oj przepraszam zakochanych już wychodzę! – powiedział łysy koleś i zostawił pudła na ziemi.
-Nie,  wszystko w porządku. Ten pan już miał wychodzić-powiedziałam i popatrzyłam na Louisa.
-Nie wcale nie-on tylko zaprzeczył i pokazał szereg białych zębów.
-Wynocha!-Krzyknęłam wściekła. Chłopak ulotnił się z pokoju w mgnieniu oka. Przez resztę dnia starałam się unikać Louisa. Po 22 jeszcze nie wszystko było ustawione więc każdy wrócił do domu. Postanowiliśmy się umówić na następny dzień. Tym razem bez ekipy przeprowadzkowej. Do domu wróciłam zmęczona i czułam , że jak na dziś było za dużo wrażeń. Szybko się umyłam i bez kolacji poszłam spać.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz