Hej po 1. bardzo was przepraszam za tak długą nieobecność < znowu> Miałam blokadę twórczą. Po 2. Wszystkim życzę wesołych świąt. W komentarzach możecie się pochwalić co dostaliście : D. Mam smutną wiadomość. Nie będę już kończyć mojego opowiadania o Rose. Wiem , nie powinnam się za to zabierać. Na pocieszenie mam dla was 2 dobre wiadomości. Pierwsza: Będę pisała jednoczęściowe imaginy, których już parę mam więc nie będziecie musieli tak długo czekać. Druga: Tu mam dla was świąteczne opowiadanie z Horankiem jako, że jestem Mały Horanek. Mam na przeprosiny jeszcze parę niespodzianek np. Za długie i najbardziej kreatywne komentarze będę dawała dedykowane imaginy z kimkolwiek będzie chcieli . Mam nadzieję, że się spodoba. Miłego czytania i sorki za błędy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejne święta. Kolejny wigilijny wieczór. Mam 20 lat. Jestem jeszcze młoda a jedyne co
mam na święta to barszcz z puszki i pijany facet pod moją klatką fałszujący
kolędy. Zawsze coś, nie? Przez 19 lat spędzałam święta z rodziną. W tym roku też tak miało być. Planowałam
pomóc w robieniu pierników i barszczu z uszkami. Miałam ubierać choinkę z
młodszą siostrą. Wszystko miało być
idealne. I nagle… idealne święta przerodziły się w najgorsze. Rozwód rodziców,
utrata chłopaka, odwrócenia się ode mnie przyjaciółki no i najgorsze śmierć małej Lilly. Miała 6
lat. Poszliśmy na spacer z całą rodziną. Ona biegła przodem i pokazywała nam co
chce dostać na święta. Tak strasznie się cieszyła. Na chwile przystanęłam przy
wystawie z kuchenką dla dzieci. Potem usłyszałam tylko krzyk , pisk opon i
płacz dziecka. Mała wbiegła na jezdnie. Samochód nie wyhamował nie wiem nawet
czy kierowca ją zauważył. Mama ani tata
nie zdążyli jej powstrzymać. Byłam
zrozpaczona. Na początku czułam tylko tęsknotę, żal, smutek i poczucie
winy. Moje uczucia zmieniły się po
pogrzebie. Wróciłam do domu wściekła. Zdałam sobie sprawę ,że to nie moja wina
tylko moich ,,kochanych” rodziców. Nie zatrzymali jej. Nawet nie zwracali na
nią uwagi. Próbowałam się opanować. Nie dałam rady. Całą moją złość przelałam
na kartkę. Napisałam wszystko co kiedykolwiek miałam do mamy i taty. Spakowałam
się. Wzięłam oszczędności i kupiłam
bilet w jedną stronę do Londynu. Na
drugi dzień mnie już nie było. Wszyscy
do mnie dzwonili , mówiąc wszyscy mam na
myśli mamę i tatę , ale nie odbierałam. Dopiero gdy doleciałam do Anglii
spostrzegłam się, że nie stać mnie nawet na taksówkę , a co dopiero na nocleg.
Był grudzień , dokładnie 22. Wyszłam z lotniska na ulicę. Ogarnęło mnie zimne
powietrze. Wszędzie było kolorowo od świątecznych lampek i innych ozdób.
Zaczęłam się błąkać z walizką po mieście szukając przedświątecznego cudu. Można
powiedzieć, że mi się udało. Spotkałam w parku miłą staruszkę, która
zaproponowała mi nocleg , ale tylko na tę noc bo nazajutrz miała przyjechać jej
wnuczka. Zgodziłam się. Pomogłam starszej kobiecie wnieść świąteczne zakupy do
2 piętrowego domu. Była już 23 więc zjadłam jakąś szybką kolację , umyłam się,
przebrałam w piżamę , którą spakowałam i położyłam się spać w pokoju gościnnym.
Rano ok 8 zwinęłam swoje rzeczy, podziękowałam za gościnę i ruszyłam na miasto.
Znowu byłam w kropce, ale przynajmniej było jasno i miałam ciepłe ubrania. Ok
14 zrobiłam się głodna. Nie mogłam się tak poniżyć i zacząć żebrać chociaż i
tak pewnie nic bym nie uzbierała w filmowej kurtce z nike , spodniach z big
star i skórzanych botkach. Po ok 16 już praktycznie umierałam z głodu. –No nic.
Trzeba się poniżyć-pomyślałam i stojąc
na środku wielkiego rynku zaczęłam śpiewać kolędy. Na początku nikt nie zwracał
na mnie uwagi , ale po chwili przyleciała jakaś mała dziewczynka no oko miała z
6 lat. Zaczęła śpiewać ze mną. Jej rodzice dali mi dychę i zabrali córkę
uśmiechając się. Dzięki nim zebrało się jeszcze parę osób. Po godzinie miałam
wystarczająco pieniędzy na duży obiad w przydrożnym barze. Po zjedzeniu znów
łaziłam po mieście i czekałam na cud. Tym razem nie miałam tyle szczęścia. Nikt nie mógł mnie
przyjąć. Usiadłam na ławce w parku pod gwiaździstym niebem. Podciągnęłam kolana
pod brodę i chwilę tak siedziałam. Chciałam wyjąć z walizki chusteczki , ale spostrzegłam się , że nie ma
jej nigdzie. Ktoś musiał mi ją ukraść
jak nie patrzyłam przed chwilą. Nie zmartwiłam się tym bardzo bo nie miałam tam
bardzo cennych rzeczy. Popatrzyłam na uspokajające mnie nocne niebo. Zobaczyłam
spadającą gwiazdkę. Przypomniało mi się
jak razem z Lilly siedziałyśmy w oknie i patrzyłyśmy w niebo nagle mała
zobaczyła spadającą gwiazdkę.
- Juli patrz ufo- usłyszałam jej melodyjny, wysoki głosik.
-Nie kochanie. To nie jest ufo tylko spadająca gwiazdka
spełniająca życzenia-odpowiedziałam z troską w głosie.-Jeśli wypowiesz życzenie
to ona je spełni- dopowiedziałam po chwili.
-To ja chce być cały czas przy tobie. I nigdy się z tobą nie
rozstawać.-powiedziała Lilka i przytuliła się do mnie.- no i kucyka-powiedziała
po chwili rozbawiona. Oddałam jej uścisk i również pomyślałam życzenie. Już
nawet nie pamiętam jakie. Moje wspomnienie przerwały słone i zimne łzy.
Tęsknota przepełniała moje serce. Schowałam głowę w kolanach i powoli zasypiałam.
Obudziłam się po jakimś czasie. Rozejrzałam się dookoła. Było ciemno i pusto.
Spojrzałam na zegarek na moim nadgarstku 3 w nocy. Poczułam chłód i tęsknotę.
Tym razem nie za siostrą tylko rodzicami i ciepłym domem. Znów się rozpłakałam. Byłam bezradna.
Siedziałam na ławce w parku na 2 końcu kraju, bez domu. Nie miałam pieniędzy na
bilet powrotny. Ja w ogóle nie miałam pieniędzy. Bałam się najgorszego. Nie
mogłabym cały czas spać na ławce a w dzień śpiewać na ulicy ,żeby zarobić na
bułkę. To chore. Nie mogłam tak siedzieć. Było mi zimno a do tego wszystkiego
zaczął padać śnieg. Wstałam z ławki. Ledwo szłam przed siebie przez zmarznięte
i obolałe nogi. Widoczność utrudniał mi śnieg i łzy. Po paru minutach na coś
wpadłam a raczej na kogoś. A może to ten
ktoś wpadł na mnie? W każdym bądź razie
upadłam na chodnik.
-Jeju bardzo cię przepraszam. Zagapiłem się. Nic ci nie
jest?- usłyszałam zdenerwowany ale bardzo miły głos mężczyzny. Jest 4 nad ranem
co on tu robi?-Hej słyszysz mnie?- znów ten głos.
-Tak. Nic mi nie jest. Sorry powinnam patrzeć gdzie idę.
–odpowiedziałam łapiąc się ręki nieznajomego.
Spojrzałam przed siebie. Widziałam rozmazaną sylwetkę mężczyzny.
Przetarłam oczy. Teraz widziałam wyraźnie. O ile wyraźnie można widzieć w
egipskich ciemnościach.
-Co tu robisz o tej porze? I to sama?-W końcu nieznajomy
przerwał ciszę.
-Yyy..-nie wiedziałam co odpowiedzieć. –śpię i ogólnie
podziwiam świąteczne widoki- palnęłam. Podziwiam widoki?! No co to miało
być-A.. ty?-szybko dokończyłam zanim cokolwiek powiedział.
-Ja wyszedłem na spacer bo nie mogłem spać.-powiedział jakby
w ogóle nie zdziwiła go mogą odpowiedź.- Dlaczego śpisz w parku?- musiał zadać
to pytanie.
-Noo.. długa historia. I nie do ogarnięcia-powiedziałam
zakłopotana.
-To może spróbujesz mi ją wytłumaczyć u mnie w domu. Widzę,
że ci zimno chodź. – powiedział, a ja ledwo zobaczyłam uśmiech. Nie poszłabym
gdyby nie to, że na ulicy czekała mnie no.. śmierć.- Tak w ogóle to się nie
przedstawiłem jestem Niall. Niall Horan- powiedział po dłuższym milczeniu.
-Miło mi jestem Julia- przedstawiłam się, ale bez nazwiska.-
Nie będę ci przeszkadzać? Przecież są święta?- zapytałam niepewnie. –On tylko
na mnie spojrzał. Doszliśmy do miejsca gdzie paliły się latarnie więc mogłam
zobaczyć jego twarz. Wyglądał na tyle samo lat co ja. Miał blond włosy i
grzywkę postawioną do góry. Uśmiechał się do mnie jak do małej dziewczynki
,która palnęła jakieś głupstwo. Oczy miał niebieskie jak ocean albo raczej bezchmurne niebo . Zapatrzyłam się na nie
przez chwilę. Z transu wyrwał mnie spokojny głos Nialla.
-Nie. Nie będziesz przeszkadzać. Nawet fanie, że
będziesz-powiedział a uśmiech nie schodził mu z tworzy-Fajnie , że ktoś
będzie-To już powiedział bez uśmiechu i ze spuszczoną głową. Czy to możliwe, że
spotkałam kogoś kto również spędza święta samotnie? – No tu mieszkam.- po
chwili znów zobaczyłam ten boski uśmiech i usłyszałam spokojny i szczęśliwy
głos blondyna.
-Przepraszam ,że pytam, ale jesteś w święta sam?-musiałam
się zapytać. Zżerała mnie ciekawość. Weszłam do środka mieszkania i poczułam otulające mnie ciepło. Zdjęłam kurtkę i buty
rozglądając się po dość dużej kawalerce. Widać, że ma dużo kasy.
-Tak. Znaczy tylko w te święta. Pojechałbym do rodziny, ale
przez pracę nie mogę. Kocham to co robię, ale to już przesada. Zaraz po
świętach mam kolejne spotkanie z fanami i koncert sylwestrowy. Nie wyrobiłbym się. Z Irlandii.
A ty?-odpowiedział zaprowadzając mnie do kuchni. W jego głosie można było
usłyszeć smutek i gniew. Zastanawiałam się czy mogę mu powiedzieć o tym
dlaczego tu jestem. Bałam się, że weźmie mnie na nienormalną i w najgorszym
wypadku wywali z domu. W głowie
wymyśliłam już dość długą historie jak się tu znalazłam. Spojrzałam w jego
niebieskie oczy i nagle zapomniałam kompletnie co wymyśliłam. Miałam pustkę w
głowie. Usiadł naprzeciwko mnie i patrzył się z troską i ciekawością w oczach.
Postanowiłam zaryzykować. Zamknęłam na chwilę oczy, przełknęłam ślinę i
opowiedziałam mu o Lilly , kłótni , pogrzebie , chłopaku, przyjaciółce, o
wszystkim co leżało mi na sercu. Gdy skończyłam czułam się rozluźniona i
szczęśliwa, że mogłam wywalić z siebie to wszystko. Blondasek na mnie patrzył
ze współczuciem. Czekałam aż coś powie. Nic. Nie odezwał się ani słowem. Wstał
i zniknął z mojego pola widzenia. Myślałam, że pójdzie po moje rzeczy i każe mi
wyjść. On po chwili wrócił z herbatą i kocem. Przykrył mnie i przytulił. W jego
ramionach czułam się bezpiecznie.
Chciałam aby ta chwila trwała wiecznie.- Bardzo mi przykro mogłem nie pytać.-powiedział
cicho. Tym razem ja nic nie odpowiedziałam. Nie dlatego, że byłam obrażona czy
coś. Po prostu zasnęłam. Było mi tak ciepło i dobrze , że zamknęłam oczy.
Czułam jeszcze jego rękę głaszczącą moje włosy.
Obudziłam się na kolanach
Nialla. Lekko otworzyłam oczy i ujrzałam te niebieskie oczy i blond
grzywkę opadającą mu na czoło. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Niebieskooki
odwzajemnił uśmiech. Dopiero teraz zorientowałam się, że leżę na kolanach
obcego gościa poznanego wczoraj w nocy w parku. Podniosłam się i rozejrzałam po
pomieszczeniu. Wszystko było w porządku.
Zaniepokoił mnie tylko fakt, że nie mam na sobie spodni , a nie przypominałam
sobie , żebym je wczoraj ściągała. Popatrzyłam na stół gdzie leżały ładnie
złożone jeansy. Później przerzuciłam wzrok na Nialla. Patrzyłam się na niego ze
zdziwieniem , wściekłością i jednocześnie z lekkim strachem. On spojrzał na
mnie ze zdziwieniem. Później na spodnie i chyba zrozumiał.
-Spokojnie.
Ściągnąłem je jak spałaś. Było ci gorąco i strasznie się
wierciłaś.-powiedział z uśmiechem i pokazał mi małego siniaka na ręce. Było mi
głupio. Wiem, że się wiercę, ale żeby aż tak?-Co chcesz na śniadanie? – dodał
po chwili idąc w stronę kuchni.
-Ja cię przepraszam, że tak zasnęłam i do tego cię
walnęłam.-powiedziałam a na moje policzki wkradła się lekki rumieniec.
-Nic się nie stało. Tylko się broniłaś.-popatrzyłam na niego
pytającym wzrokiem.- Kiedy ci..eeem no zdejmowałem spodnie, kopnęłaś mnie. A co do śniadania to mogę
zrobić naleśniki. Mam dżem i biały ser chcesz?-odpowiedział i pokazał szereg białych zębów.
-Jeszcze raz przepraszam. Tak chce. Może ci pomóc?-mój
rumieniec stawał się coraz bardziej
czerwony.
-Nie, dzięki. Jak chcesz się umyć to na górze jest łazienka.
Chodź pokarzę ci.- znów ten słodki uśmiech. Niall zaprowadził mnie do łazienki
na piętrze i dał ręcznik.- yyy niestety nie mam żadnych damskich ciuchów, ale
jak chcesz mogę ci dać spodnie dresowe i moją bluzkę?-dopowiedział gdy wręczył
mi biały ręcznik. Kiwnęłam głową i poszłam za nim do jego pokoju. Wręczył mi ubranie. Wyszliśmy z pokoju.
Skierowałam się do łazienki a on na dół.- Słodko wyglądasz jak się
rumienisz-usłyszałam głos chłopaka za sobą.
-Co?-zapytałam bo znając mnie mogło mi się to przesłyszeć.
-YY już nic-teraz on się lekko zarumienił. Weszłam pod
ciepłą, wręcz gorącą wodę. Zastanawiałam się co dalej. Nie mam pieniędzy ani
ubrań. Nie mogę mieszkać z Niallem bo nie mam jak mu zapłacić. Wyszłam z
łazienki z mokrą głową i w ubraniach, które dał mi chłopak. Gdy schodziłam już
na schodach czułam zapach naleśników. Byłam strasznie głodna.- O szybka
jesteś.- usłyszałam głos Nialla gdy wchodziłam do kuchni. Patrzył się na mnie
jak na słodziutką małą dziewczynkę.
-Co się tak patrzysz?-Zapytałam zdziwiona jego zachowaniem.
Zaczęłam oglądać się czy nie mam jakiejś plamy na koszulce. Nic nie miałam.
-Nic. Po prostu wyglądasz w tym..-blondyn przygryzł lekko
dolną wargę i patrzył się na mnie z pożądaniem.-za..cnie- nie mogłam
powstrzymać śmiechu.- Co się śmiejesz? Nie mogłem znaleźć słowa.
-Spokojnie. Dziękuję , że uważasz to za zacne- powiedziałam
nie mogąc opanować śmiechu. Niall zatkał minę naleśnikiem z dżemem.
-Okey załapałem. To teraz co robimy dzisiaj? Jest wigilia.
Sklepy nie są czynne albo tylko do 12.- zapytał poważnie ale jego boski uśmiech
nadal nie schodził mu z twarzy.
-Nie wiem. Jeśli nie będę ci przeszkadzać to mogłabym zostać
do nowego roku. Później znalazłabym jakąś pracę i się zmyła-opowiedziałam mu
mój „genialny” plan na życie , który wymyśliłam podczas mycia się.
-Nie. Znaczy tak. Zostań na sylwestra i nawet dłużej , ale
dlaczego chcesz później pójść. Może to głupia propozycja i jest za wcześnie,
ale jeśli nie masz tu nikogo to zostań ze mną. Po świętach kupię ci jakieś
ciuchy i inne potrzebne rzeczy. Poznasz moich przyjaciół. –zaczął mówić jakby
bał się ,że ucieknę jeszcze dziś.
-Nie Niall. Jesteś bardzo miły, ale nie mogę z tobą
mieszkać. Nie mam pieniędzy na czynsz. Co do ciuchów nie pozwolę wydawać ci na
mnie pieniędzy. Spróbuję znaleźć pracę i jakoś sobie poradzę.-powiedziałam
równie szybko nawet nie wiem dlaczego.
-To dla mnie żaden problem. I z ciuchami ,i z czynszem.
Jestem gwiazdą i mam pieniądze. Znaczy nie gwiazdą tylko no.. ten znany.. nie,
nie znany.. eeh-powiedział zrezygnowany. Mówił coś o fankach, ale jakoś nie
zastanawiałam się kim jest.
-Niall? Kim ty jesteś?-zapytałam podwyższonym głosem.
-Nie kojarzysz mnie? Znaczy wiem, że mnie nie kojarzysz bo
już wczoraj, albo dzisiaj rano byś zareagowała , ale nawet nie wiesz co robię?-zapytał a w jego
głosie można było usłyszeć nutkę nadziei.
-Nie. Przepraszam, ale nie wiem kim jesteś-czułam się
dziwnie. On był gwiazdą a ja nie wiedziałam kim jest.
-Jestem Niall Horan. A nie to już wiesz. Śpiewam w One
direction.- powiedział z uśmiechem na twarzy.
-YY aha ok.- nie wiedziałam co odpowiedzieć- nie gniewasz
się, że nie wiedziałam kim jesteś?-zapytałam lekko zdziwiona jego szczęściem.
-Nie. Właściwie się cieszę. Jeszcze nie spotkałem dziewczyny
, która nie skakałaby z radości na mnie i piszczała prosto do ucha.- Zaśmiał
się gdy to powiedział. Kamień spadł mi z serca , ale nadal czułam , że nie mogę
żyć na jago koszt. Po długiej rozmowie doszliśmy w końcu do porozumienia. Zaraz jak otworzą sklepy pójdziemy kupić mi
jakieś rzeczy. Później znajdę prace i małe mieszkanko koło Nialla. Postanowiłam na razie zapomnieć o rodzinie.
Nie byłam gotowa by nawet mówić o tym co się stało.
-Dobra tooo co robimy?-zapytałam gdy jakimś cudem skończyły nam się tematy do rozmów.
-No możemy wyjść na dwór, pooglądać film , albo nie wiem co?
Pograć w jaką grę np. monopol-na to ostatnie uśmiechną się najszerzej. W sumie
dobry pomysł. Bardzo dawno w to nie grałam. Kiwnęłam głową dając znak, że mogę
pograć. Przez resztę dnia siedzieliśmy
jak dzieci i graliśmy w głupie planszowe gry. Bardzo polubiłam Nialla był
słodki , trochę dziecinny i super przystojny. Te boskie blond włosy, oczy w
kolorze nieba i malinowe usta. Gdy na
niego patrzyłam miałam ochotę rzucić mu się i zacząć całować. Nie mogłam oprzeć się pokusie. Wstałam. Na
początku blondynek nie wiedział o co chodzi. Obeszłam go na około i uklęknęłam za
nim. Chłopak się tylko uśmiechną. Zaczęłam masować mu barki szepcząc do ucha
miłe słówka. Zjechałam rękami niżej. Oplatając jego umięśniony tors pocałowałam
go w szyję. Jechałam z pocałunkami bliżej ust.
Przygryzłam dolną wargę. Poczułam
zapach jego zajebiście seksownych perfum. –Teraz twój ruch- na jego głos aż się
wzdrygnęłam. Tak, to była tylko moja wyobraźnia.
-Tak? Przepraszam co mówiłeś?-zapytałam zdezorientowana. Na
moje policzki wkradł się rumieniec. Próbowałam to ukryć, ale nie wiedziałam do
końca jak.
-Mówiłem , że już chyba na dzisiaj skończymy co? Mam dla
ciebie małą niespodziankę-powiedział blondyn pochylając się i patrząc mi prosto w oczy. Byłam zahipnotyzowana.
Jedyne co zrobiłam to przytaknęłam. Pomógł mi wstać i zaprowadził do
przedpokoju. Włożył mi kurtkę i kazał ubrać buty. Gdy już się ocknęłam byłam
zdezorientowana, nie wiedziałam gdzie idziemy , ale niebieskooki zakazał
zadawać jakichkolwiek pytań. Wyszliśmy na dwór. Poczułam jak chłód przenika
przez ubrania. Wzięłam głęboki oddech. Niall zakluczył dom, wziął mnie za rękę
i zaczął prowadzić do parku. Po kilkunastu
minutach marszu stanęliśmy przed jakimś ogromnym budynkiem. Popatrzyłam w górę miał
około 15 pięter. Weszliśmy do środka. Później do windy. Niall kazał mi zamknąć
oczy. Nie zgodziłam się. Powiedział, że mam patrzeć cały czas na niego. To mi
bardziej pasowało. Jechaliśmy dość długo. Nagle poczułam szarpnięcie i winda
się zatrzymała. Niall ponownie kazał mi
zamknąć oczy. Tym razem nie poprosił tylko kazał, ale łagodnie. Zrobiłam co
powiedział. Poczułam jego rękę na mojej tali. Lekko się wzdrygnęłam , ale jego
głos mnie uspokoił. Wyszliśmy z ciepłej windy. Od razu to poczułam bo gdy tylko
zrobiłam krok do przodu ogarnęło mnie zimne powietrze. Niall poprosił o otworzenie oczu. Powoli
otworzyłam najpierw lewe oko później prawe. Nie mogłam uwierzyć w to co
widziałam. Stałam na pięknie oświetlonym dachu. Wszędzie były lampki. Na środku
stał stolik przystrojony dla dwóch osób. Blondyn poprowadził mnie po czerwonym
dywanie do stolika. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Chciałam się zapytać
kiedy zdążył to przygotować , ale nie mogłam. Nic nie mogłam powiedzieć z
zachwytu. Chłopak odsunął mi krzesło.
Dopiero teraz zauważyłam pięknie przystrojoną małą choinkę a pod nią mały
pakunek. Zjedliśmy kolację którą podał
nam ubrany we frak kelner. Po posiłku zdołałam wykrztusić z siebie parę zdań.
-Boże Niall. Tu jest pęknie. Kiedy ty to..?-nie mogłam
dokończyć bo niebieskooki przerwał mi kładąc palec na usta.
-Żadnych pytań-odpowiedział cicho jakby nie chciał by ktoś
to usłyszał.- Mam dla ciebie coś jeszcze-powiedział i skierował się w stronę
choinki. Wrócił , ale nie usiadł tylko podał mi rękę, żebym wstała. Podeszliśmy
do krawędzi. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam piękną panoramę Londynu. W
oczach stały mi łzy. Niall odpakował
prezent. Było w nim małe pudełeczko. – Zanim pokaże ci co tam jest.
Powiem ci , że choć znamy się tak krótko czuję jakbym cię znał całe swoje
życie. Myślałem ,że spędzę te święta samotnie i przed naszym spotkaniem
modliłem się o cud. Nie wierzyłem w cuda
aż do teraz. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. I ja.. cię chyba
kocham. Nie chyba na pewno.- powiedział i otworzył małe pudełeczko. Był tam
piękny naszyjnik z sercem , w którym była literka „N”. Nie wiedziałam co
powiedzieć popłakałam się. Gdy już się trochę ogarnęłam złączyłam nasze usta w namiętnym
pocałunku. Gdy się od siebie oderwaliśmy
Niall stanął na krawędzi. Przestraszyłam się i ścisnęłam jego dłoń. On tylko
się do mnie uśmiechną. Wciągnął powietrze do płuc i krzyknął na całe gardło „
KOCHAM JULIET” odwrócił do mnie głowę i zapytał o nazwisko. Opowiedziałam mu
Horan. On znów stanął na krawędzi , wziął powietrze do płuc i krzyknął : „
KOCHAM JULIET HORAN”. Zszedł i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
-Juli wstawaj Mikołaj przyszedł-nagle usłyszałam głos mojej
młodszej siostry Lilly. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Byłam u
siebie w domu. Miałam na sobie piżamę a przed sobą słodkie oczka Lilki. Nie
wiedziałam co czuję. Z jednej strony byłam bardzo szczęśliwa, że moja kochana
siostra żyje a z drugiej rozczarowana , że ten Blondasek to tylko sen. Powoli
wstałam z łóżka i zeszłam z podekscytowaną Lilly na dół. Przywitałam się z całą
rodziną. Ich też dobrze było widzieć. Po śniadaniu i odpakowaniu prezentów
poszłam z siostrą na sanki. Wzięłam co potrzebne ubrałam siebie i Lil i
wyszłyśmy. Gdy przechodziłyśmy przez
park wszystko wydawało się takie znajome. Doszłyśmy do górki. Usiadłam na
jednej z ławek i patrzyłam jak mój mały skarb zjeżdża raz na sankach a raz na
jabłku. Po jakiejś godzinie postanowiłam zapomnieć o tym śnie i zjechać dla
zabawy na sakach. Weszłam na sam szczyt góry, usiadłam wygodnie, odepchnęłam
się i jechałam. Nagle na mojej drodze zobaczyłam człowieka. Zaczęłam się drzeć
bo nie wiedziałam jak się skręca. Zareagował za późno i ścięłam go z nóg.
Chłopak wylądował na mnie a ja na śniegu. Zaczęliśmy się śmiać. Skądś znałam
ten słodki śmiech, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd.
Nieznajomy wstał ze mnie i pomógł mi się podnieść.
-Bardzo cię przepraszam, ale dawno nie jeździłam-powiedziałam
cała czerwona. Chłopak otrzepał się ze śniegu i spojrzał na mnie. Miał tak samo
niebieskie oczy jak tamten ze snu. I te blond
włosy.
-Nic się nie stało. Przecież żyję! Tak w ogóle to jestem
Niall.. Niall Horan.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Bo gdzieś na skraju snów i marzeń stoisz ty" :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz